Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Mija pierwszy dzień od ogłoszenia przez prezesa ZNP zawieszenia strajku.

Myślę, że pierwszy raz w zawodowym życiu czuję to, co czuję. A czuję się podle. Mam w sobie złość, frustrację i smutek. I mnóstwo pochodnych emocji. Jestem obecnie bardziej bezsilna i bezradna niż wtedy, gdy przystępowałam do strajku.

Codziennie przez trzy tygodnie wzniecany był w nas przez pana Broniarza ogień zapału. Zaufałam mu ja i setki tysięcy nauczycieli. I nagle, bez żadnych ustaleń z nami, zostawia się nas samym sobie. Takich rozhuśtanych, takich rozsierdzonych… Nie trzeba być psychologiem ani socjologiem, by wiedzieć, że tacy ludzie to tykające bomby. 
Czy wystarczy nam weekend, by ochłonąć i się wyciszyć? Dobrze, że nim się obejrzymy, będzie majówka.

Nie będę się nad sobą użalać, ale też nie przejdę nad tym, co się wczoraj wydarzyło, od razu do porządku dziennego. Ani ja, ani tysiące zdeterminowanych do działania ludzi szybko nie zapomni tego, co działo się ciągu ostatnich 19 dni.

Z jednej strony argumenty prezydium ZNP są na tyle rzeczowe, że wiem, iż kopanie się z politycznym koniem nie miałoby na dłuższą metę sensu. Usłyszałam, że nie chciano, byśmy się wykrwawili. Na myśl przyszedł mi wtedy znany cytat Mickiewicza: „Dzieło zniszczenia w słusznej sprawie jest święte jak dzieło tworzenia”. 
Chciałabym wierzyć, że to posunięcie jest najlepszym z możliwych elementów strategii ZNP. 
Chciałabym wierzyć, że zawieszenie strajku pozwoli na umocnienie nas w przekonaniu, że warto podjąć od września podobne działania. 
Chciałabym wierzyć, że słuszną sprawą było dzieło zniszczenia w nas bardzo cennej wartości, jaką jest nadzieja.

Tyle że… ja już w nic nie wierzę. Potrzebuję czasu, by się podnieść, bo czuję się przez wspomnianego wyżej konia skopana. Tak. Z systemem nie wygram. Żyję w państwie bezprawia, więc nikomu nie ufam. Czuję się zagubiona w gąszczu sprzecznych informacji, zaszczuta przez tych, którzy mówią teraz z triumfem i ironią w głosie: „A nie mówiłem/am?”, wykorzystana niczym marionetka w teatrze zwanym polityką. Bo co do tego, że jestem uwikłana w polityczną grę, nie mam już żadnych wątpliwości.

Już teraz współczuję wszystkim tym, którzy podejmą podobną do naszej, nauczycielskiej, heroiczną walkę o godne życie.

Mam jedno marzenie. By zjednoczyły się i wyszły na ulicę wszystkie grupy zawodowe. Jest tylko jedno niebezpieczeństwo. W tym Orwellowskim państwie, jakim przyszło nam żyć, skoro ustawami zmienia się z dnia na dzień życie milionom ludzi, gwałcąc prawo, czym to się może skończyć? 
Wcale nie tak dawno do strajkujących w Polsce strzelano, a, jak wiemy, w naszej długości i szerokości geograficznej historia lubi zatoczyć krąg… I proszę mnie nie przekonywać, że to czarnowidztwo.

Ostatni dzień strajku stał dziś dla mnie, jak żaden do tej pory, pod znakiem dylematu moralnego. Byłam przecież tą, która deklarowała, że będzie trwać do końca. I trwałam, choć szłam do pracy, podobnie jak wielu moich znajomych, z przekonaniem, że solidarnie zgłosimy gotowość do pracy. Dlaczego? Bo w najśmielszych snach nie przewidzieliśmy takiego scenariusza! 
W czwartek o godz. 13 ogłasza się zawieszenie strajku od soboty?! To po co nam strajkować w piątek!? Kim, do cholery, jesteśmy? Zabawkami, które wyrzuca się w kąt? O co w tym wszystkim chodzi? Czego jeszcze nie wiemy?
Postanowiłam ostatecznie podjąć dziś protest, bardziej traktując to jako pewien symbol. 
Protestowałam w imię godności, honoru i solidarności.

Nie będę teraz na siłę doszukiwać się plusów strajku, bo byłoby to sztuczne. Póki co czuję się upokorzona, ale to nie tak, że nie dostrzegam pozytywów. 
Co zyskałam tym strajkiem? 
Może nie zadowalającą mnie podwyżkę, ale coś bardzo wartościowego, co może w przyszłości zaowocować korzyściami materialnymi, a póki co zaspokoi moje ego w sferze mentalnej. Przez te prawie trzy tygodnie zdążyłam się przyjrzeć sobie pod kątem zawodowym – moim umiejętnościom i talentom, mojemu potencjałowi i zasobom, przez co zyskałam większą świadomość siebie i większą pewność siebie. Wielu moich znajomych w tym okresie dokonało podobnego nauczycielskiego rachunku sumienia i doszło do podobnych wniosków. To pracowici, uczciwi, ambitni, utalentowani w wielu dziedzinach specjaliści.
Tysiące z nas, wspaniałych i powołanych do tej profesji pedagogów, prędzej czy później ze szkół odejdzie. Naturalnie, że nie wszyscy, ale za pięć, dziesięć lat, jeśli nakłady na edukację będą tak niskie jak obecnie, nie będzie kto miał uczyć.
Podobnie jest z tymi, którzy mieli w planach w szkołach pracować. Ci, którzy przyglądali się wnikliwie temu groteskowemu spektaklowi z pozycji widza, zamiast zapału, by wejść na scenę, wyszli już z tego teatru. Teatru absurdu.

Potrzebne są gruntowne zmiany w oświacie. Bez nich władza doprowadzi w prostej linii do tego, co jest w Korei Północnej.

W poniedziałek pójdę do pracy z dumnie podniesioną głową i zobaczę się z moimi uczniami. 
Czy będę z nimi rozmawiać o strajku? Gimnazjaliści z pewnością chętnie podyskutują. Lubimy to bardzo.
A co będę robić z maluchami? 
Może pokażę im najważniejszy dokument Polaków, którego rocznicę uchwalenia będziemy niedługo świętować? 
A wtedy powiem im, że, póki co, tenże dokument zawiera zapis mówiący o tym, że nauczyciele do tego „wolnego” mieli prawo.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.