Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Od dziesięciu tygodni borykam się z kontuzją. Zapalenie ścięgna Achillesa to jeden z najbardziej znienawidzonych przez sportowców urazów. Nie wolno mi biegać. Czynności, którą wykonywałam z uwielbieniem od 18 lat, nagle zakazali mi zarówno lekarze, jak i fizjoterapeuci.

Zwyrodnienie ścięgna leczy się tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Długie jesienne wieczory nie pomagają. Tydzień temu zrobiłam kontrolne USG, które miało sprawdzić, czy jest jakakolwiek poprawa. Niestety pogrubienie nie zmniejszyło się. Nadal istnieje ryzyko zerwania przy wysiłku, jakim jest bieganie.

Jedyna dobra wiadomość jest taka, że mogę wrócić do roweru, co zamierzam uczynić już wkrótce, kręcąc na rowerze stacjonarnym w klubie fitness. Pewnie zaczęłabym treningi już w tym tygodniu, ale złapałam zapalenie krtani. Zabieram się też ostro za pływanie, bo mimo iż mogłam to robić nieprzerwanie, kontuzja zablokowała mnie na tyle, że zniechęciła do jakiejkolwiek aktywności poza spacerem i dość niesystematycznymi wypadami na basen. Przechodzę stan, który znają pewnie najlepiej małe dzieci. Wokół piękne i drogie zabawki, a ja chcę tylko i wyłącznie Sówkę Zosię z Biedronki i absolutnie żadnego innego słodziaka. 🙂
Pewnie część z Was tego nie rozumie, ale popadłam w coś w rodzaju letargu. Fakt, że nie wolno mi biegać, odebrał mi największą radość, bo jak z pewnością wiecie (wiele razy o tym pisałam), zarówno pływanie, jak i kręcenie na rowerze to dyscypliny, które są na drugim i trzecim miejscu, jeśli chodzi o moje sportowe “love”. Owszem, polubiliśmy się bardzo z panem rowerem i panem basenem i nawet panowie ci zaakceptowali to, że jestem w naszej drużynie cienkim bolkiem i nigdy chyba nie wyjdę, współpracując z nimi, ze strefy komfortu. Niemniej te miłostki są wtórne do mojej największej miłości – biegania.

Refleksje o tym, jak bardzo tęsknię za bieganiem, które, nawiasem mówiąc, niczego pożytecznego nie przynoszą, niespodziewanie przerwała wczorajsza przesyłka dostarczona przez Jarka z TRIstyle.pl🙂

Eleganckie pudełko z logo Enea Bydgoszcz Triathlon wywołało uśmiech na mojej twarzy, choć jeszcze wtedy nie wiedziałam, co się w nim znajduje.

Gdy otworzyłam jego zawartość, poczułam falę radości. Organizatorzy przygotowali dla mnie niespodziankę. Wyciągnęłam z pudełka spersonalizowaną bluzkę z napisem “Wystartuję w V edycji”, a nad nim moje logo – „O co tu biega?”. Oczy mi się zaszkliły.
Ale to nie koniec prezentów. Obok gadżetów takich jak skarpetki mocy czy power bank, znajdował się list, którego fragment przytaczam poniżej:

“Serdecznie zapraszamy Cię do startu w największej triathlonowej imprezie w Polsce – Enea Bydgoszcz Triathlon. To już piąta edycja zawodów, dlatego niezmiernie miło będzie nam gościć Cię na jubileuszowym starcie w nadchodzącym sezonie! Zapraszamy więc do bezpłatnego udziału w rywalizacji na wybranym dystansie podczas Enea Bydgoszcz Triathlon 2019!”.

To, że czuję się wyróżniona i doceniona przez Organizatorów, za co z tego miejsca serdecznie Im dziękuję, to nie jedyny powód do radości.
To zaproszenie, biorąc pod uwagę kontekst, jest niczym walnięcie obuchem w łeb. Nagle ktoś przywołuje mnie do tablicy, a ja, siedząc w ostatniej ławce i tylko pamiętając z poprzedniej lekcji, o co tu biega, podchodzę do niej. Mimo braku wiary w siebie rozbudzam drzemiącego we mnie ducha walki i podejmuję wyzwanie. Dość zabawne porównanie, ale jakże przystające do mojej sytuacji.
Ci, którzy są ze mną bliżej, wiedzą, w jakiej kiepskiej formie psychicznej (i fizycznej z pewnością także, bo rosnę jak na drożdżach) obecnie jestem, bo to tak, jakby uzależnionego, który tkwił w nałogu prawie 20 lat, bez jego woli zmusić do detoksu, który trwa już ponad dwa miesiące.
Dlatego właśnie to zaproszenie jest dla mnie tak cenne.
Bo tak się składa, że dostałam je w momencie, gdy zaczęłam popadać w marazm i przestawałam wierzyć, że jeszcze wystartuję w zawodach triathlonowych.
Olku i Jakubie, przystawiliście mi do ucha budzik, gdy byłam w najgłębszej fazie snu!

Część z Czytelników powie najpewniej: “Co ona gada? To przecież tylko Achilles!”. OK. Ale z pewnościę część z Was też wie, że to takie dziadostwo, które – dobrze niewyleczone – może się zerwać całkowicie, a wtedy droga do pełnej formy i do jakiejkolwiek aktywności poza szachami jest o wiele dłuższa i jeszcze bardziej mozolna niż teraz. Znam tylko jeden przypadek, kiedy po zerwaniu ścięgna kolega doszedł do pełnej formy po 10 tygodniach od wypadku (pozdrawiam Cię, Pawle, serdecznie).

A jak ja walczę z kontuzją? Poza częstym rolowaniem i rozciąganiem trzy razy w tygodniu jeżdżę na zabiegi na Akademię Morotyki do świetnego fizjoterapeuty Radka, który z cierpliwością Indianina zajmuje się moją nogą, stosując laser wysokoenegretyczny i falę uderzeniową, a także terapię manualną.

Tak czy siak, czas odbić się od dna i przestać się mazać.
Wracam do gry!
Oczywiście nie wiem, na jakim dystansie wystartuję. Muszę liczyć siły na zamiary. Może będzie to sztafeta? Od przyszłego tygodnia zaczynam kręcić w klubie sportowym i dodatkowo uczęszczać na moją ulubioną Akademia Motoryki.
Nikt z Was, jedynie poza tymi, którzy byli również kontuzjowani, nie wie, jak bardzo może mi brakować biegania. Nie muszę robić tego szybko, nie muszę sobie i nikomu już nic udowadniać, bo osiągnęłam w sporcie amatorskim sporo.

Dzisiaj wiele bym dała pobiegać w tempie choćby 7:00, najlepiej po lesie.
Pragnę po prostu móc poczuć wiatr we włosach. Poczuć wolność w metaficznym wymiarze, a ten stan zapewniam sobie tylko poprzez bieganie.

Wiem, że wrócę, bo #mamcel.

Od jutra zapisy na 5. edycję największej imprezy triathlonowej w Polsce.
Jeśli kiełkuje w Twojej głowie myśl, by zadebiutować, zrobić to drugi, piąty czy pięćdziesiąty raz, wiedz, że od godziny 18 ruszają zapisy, a pierwsza pula pakietów jest w bardziej niż bardzo korzystnej cenie.

To co? Widzimy się w lipcu! 🤗

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.