Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Jesień bardzo mnie inspiruje.

Zapraszam Was do lektury.
Dziękuję za każdego kciuka w górę, za każdy komentarz.

To dla mnie bardzo ważny tekst. 

—————————–———————

„Trzepot wspomnień”

Maciej wszedł do sypialni. Po całym dniu pracy w końcu przyszedł czas na odpoczynek. Kasia wyjechała na dwudniową delegację, więc na jego głowie było dziś wszystko. Jest bardzo zmęczony, ale zadowolony. Na szczęście Wiktorek zasnął, nim Maciej przeczytał mu jego ulubioną bajkę. Inaczej byłby skłonny wziąć go ze sobą do sypialni.
Zasunął rolety, podszedł do łóżka, uśmiechnął się na widok wystającej spod kołdry nocnej koszulki jego ukochanej żony i już miał się położyć, gdy dostrzegł kopertę leżącą pod jego poduszką.

Była duża i zaklejona. Przyjrzał się jej uważnie. Serce biło mu pośpiesznie.
Otworzył ją i wyciągnął z niej plik zbindowanych kartek.
Zajrzał do środka koperty ponownie i wydobył z niej jeszcze jedną, pojedynczą, na której napisanych było kilka zdań:

„Odebrałam wczoraj pierwowzór opowiadania, które napisała pewna bliska mi osoba. Nim ukaże się drukiem, chcę, byś je przeczytał. Nie umiem pisać, ale ktoś zrobił to za mnie. Jedyne, co napisałam sama, to dedykację”.

Maciejowi – Kasia

***

– Życie ma się jedno, a ty masz wszystko! Życzę ci więc, byś trwała w tym szczęściu do końca swoich dni – ściskając Kasię, Zosia trzymała w rękach torbę. – A to dla ciebie. Podobno dobra.
– Dziękuję, kochana – jubilatka z ciekawości pośpiesznie zajrzała do środka. – Skąd wiedziałaś, że lubię Grocholę?
– Oczywiście, że nie wiedziałam! Ale, podobnie jak ty, też mam szczęście i tym razem znowu trafiłam. Znamy się przecież nie od dziś.
Musnęły się policzkami. Kasia rozpakowała prezent. „Trzepot skrzydeł”. Tak, tak. Słyszała o niej. Historia kobiety, która… Hm. Literatura smutna, ale prawdziwa. Zapowiada się dobra lektura. Przeczyta na pewno, tylko nie wie kiedy, bo ma spore zaległości. Bardzo dużo pracuje. W zasadzie ucieka w pracę. Dobrze, że mają gosposię, która ugotuje dla Zuzanki obiad i posprząta dom.

***

Poznały się na studiach. Mieszkały razem w akademiku. Obie wybrały budownictwo, bo chciały iść w ślady swoich ojców. Los tak pokierował ich życiem, że wyszły za mąż za kolegów z roku i osiedliły się w tym samym mieście.

***

Minęło dziesięć lat.
Kasia nie wyprawiała urodzin od dawna, ale na okoliczność swojego święta zawsze zapraszała najlepsze koleżanki na pourodzinową kawę. Codziennie przez tydzień w ten sposób celebrowała jubileusz z inną. Uwielbiała książki, więc każda z nich wiedziała, z jakim przyjść prezentem.
Zosia uważała Katarzynę za szczęściarę. Ich relacja zacieśniła się, gdy zmarła nagle matka Zofii. Spędziły ze sobą w ciągu kilku miesięcy bardzo dużo czasu i właśnie wtedy zbliżyły się do siebie. Kasia jednak nigdy nie ujawniła koleżance prawdy o swojej sytuacji. Zresztą nie zdradziła jej nikomu.

***

Przez kilka lat bardzo kochała swojego męża. Tak bardzo, że była w stanie za każdym razem, gdy puszczały mu nerwy i zaczynał się nad nią pastwić, wybaczać mu, tłumacząc go trudnym dzieciństwem i stresującą sytuacją w pracy.
Pierwszy raz pobił ją, jeszcze nim zaszła w ciążę. Wrócili z imprezy. Chciała iść spać, a on właśnie wtedy zapragnął pokazać, jaką ma nad nią władzę.
Poddała się. Nie miała sił obronić się przed silniejszym od niej mężczyzną. Wziął, co chciał i dopiero wtedy zasnął.
Takie sytuacje miały miejsce parę razy w roku. Był jej pierwszym mężczyzną. Myślała, że tak musi być. Najdotkliwiej pobił ją, gdy była w ósmym miesiącu ciąży. Kopnął w podbrzusze i rzucił w nią doniczką. Na szczęście plastikową. Bardzo płakała. Wynajmowali jeszcze wtedy mieszkanie, bo trwała budowa ich domu. Sąsiedzi wezwali policję, ale nie wie, czy otworzył im drzwi. Minęła radiowóz, gdy wyjeżdżała z osiedlowej ulicy. Była brudna od krwi i ziemi. Przez trzy dni mieszkała u rodziców. Nie przyjechał po nią. Nawet nie zadzwonił. Gdy wróciła, powiedział tylko „Przepraszam. Nie jestem ciebie godny”.
Wybaczyła, ale nie zapomniała.

Urodziła mu piękną córkę, choć podświadomie pragnęła syna.

***

Zuzanna skończyła dziewięć lat, gdy Kasia zaszła w kolejną ciążę. Bardzo cieszyła się z tego powodu. Marzyła o drugim dziecku, będąc przekonaną, że ono scali od dawna już nieistniejący związek pomiędzy nią a Sławkiem. Nie czuła od niego ciepła, nie było między nimi bliskości. Niezaspokojony instynkt macierzyński zaprowadził ją pewnej nocy do jego pokoju, bo od kilku już lat spali w osobnych łóżkach. Ataki furii zdarzały się u niego już bardzo rzadko, czyli mniej więcej raz w roku, stąd, być może, od wielu lat niezaspokojona potrzeba bliskości kazała jej przekroczyć próg jego sypialni.

Tworzyli coś na kształt firmy. Fabryka posiłków jedzonych najczęściej osobno, fabryka pieniędzy inwestowana w dom, w nieruchomości, w auta, w rozwój córki, w wakacje, a także w pasje – oczywiście kompletnie różne.
Kasia nie przejęła schedy po ojcu, co było dla niej wielkim ciosem. Otworzyła natomiast firmę „siostrę” produkującą zaprawę murarską eksportowaną do Niemiec. Była dyrektorką, zaś prawą ręką uczyniła kilka lat temu swoją kuzynkę. To był bardzo dobry ruch. Wiktoria była oddana pracy jak mało kto. Nie miała ani męża, ani dzieci, więc firma była jej drugim domem. Od dziecka nurkowała i któregoś dnia pojechały na wspólny wypad. Wtedy Katarzyna pierwszy raz założyła piankę. Od tego czasu wyjeżdżały z Wiką kilka razy w roku na nurkowanie w Polsce i dwa razy do Egiptu. Dogadywały się i szanowały.

***

Zamiast powiedzieć Sławkowi o dziecku, wysłała mu zdjęcie błękitnych małych bucików zaraz po tym, jak zrobiła rano test.

Oddzwonił do niej niemal natychmiast.

– Jesteś w ciąży?
– Tak. Zadzwonię zaraz do lekarza. Pójdziesz ze mną?
– Tak.
– Cieszysz się? Bo ja bardzo.
– Ja też.

Wizyta miała odbyć się po miesiącu od telefonicznej rozmowy. Ufała temu lekarzowi. Przez telefon udzielił kilku rad, przede wszystkim oszacował, w którym jest tygodniu i kazał przyjść za miesiąc. To bardzo wczesna ciąża. Od razu wiedziała, że w niej jest. Znała swój organizm. I te objawy. Nim urodziła Zuzankę, spodziewała się dziecka dwukrotnie. Obie ciąże poroniła. W domu. Obie odchorowała. Obie wspominała z tkliwością. Zuzię nosiła dziewięć miesięcy z takim lękiem, że musiała chodzić do psychologa, by się wyzbyć strachu przed przedwczesnym porodem.
Za każdym razem, gdy przypominała sobie tę straszną kłótnię ze Sławkiem i jak bardzo bała się, że straci córeczkę, napawało ją to odrazą nie tylko do niego, ale także do siebie.
Nie powinna była wtedy wracać. Urodziłaby dziecko i wychowałaby je sama. Minęło dziewięć lat, a miłość do męża wywietrzała jak stare perfumy. Pracował nad tym skutecznie. Jeszcze kilka razy podniósł na nią rękę, ale odkąd wystraszył się, że mógł wyrządzić krzywdę własnej córce, zaczął stosować głównie agresję słowną. Czasem tylko ją popchnie. Rok temu podczas awantury uderzyła głową o futrynę. Założyli jej trzy szwy. Musiała odwołać wyjazd do Egiptu na nurkowanie.

Gdy Zuzanka jest u siebie lub śpi, wtedy wyżywa się na Kasi najbardziej. Kieruje wobec niej tak plugawe inwektywy, że czasami, gdy jest po wszystkim, kobieta projektuje obrazy o tej, którą jej mąż tymi słowami czyni. Jakby zaczynała wierzyć, że jest tą, za jaką ją uważa. Nigdy jej nie szanował, bo nigdy nie szanowała siebie. Pozwalała na te akty przemocy, uważając, że rodzina jest najważniejsza. Poza tym uchodzą za zgodną parę. Są w towarzystwie poważani i szanowani. Sławek pracuje jako inżynier w zagranicznej firmie budującej autostrady. Zarabiają oboje bardzo duże pieniądze, a mimo to nie odeszła od niego, choć dostałaby rozwód z orzekaniem o winie. Nigdy nie zrobiła obdukcji. Dla dobra Zuzi.

***
Jadąc do ginekologa, rozmawiali o pracy. Za półtora miesiąca Kasia jedzie z Wiktorią na trzydniowy, kończący się certyfikatem, kurs dotyczący nowych technologii produkcji zaprawy, której zakupem zaczęła się ostatnio interesować firma z Belgii.
Rok temu nie były, bo Wiktoria była wtedy przecież trzy miesiące na zwolnieniu, a Kasia z kolei, by nie przypadł im parę razy już przekładany wyjazd na nurkowanie, zrezygnowała ze szkolenia, bo bardzo potrzebowała odpoczynku. Konkurencja nie śpi. Tym razem muszą jechać. Ma nadzieję, że będzie się czuła na tyle dobrze, żeby móc bez problemu w nim uczestniczyć. Póki co jedynym objawem jest bolesność piersi. Tak samo miała z Zuzanną.

Lekarz przeprowadził wywiad, założył kartę ciąży. Przystąpił do badania USG, a wtedy, pierwszy raz od kilku miesięcy Sławek złapał żonę za rękę. Nie mogła opanować łez. Tak bardzo chciałaby dać mu syna. To irracjonalne, ale na tę chwilę rządzą nią takie właśnie myśli. Ginekolog podłączył ją do aparatury i nieoczekiwanie w gabinecie dał się słyszeć charakterystyczny, znamy jej, rytmiczny dźwięk bicia serca. Ich dziecka.
To był, zaraz po akcie narodzin córki, najpiękniejszy moment życia tych dwojga.
Ta symboliczna chwila trwająca raptem kilka minut wznieciła w ich serca taki ogień, jakby nie było przeszłości i nie miała istnieć przyszłość. Nie byli w stanie ukryć radości i wielkiego wzruszenia. Miarowy sygnał ich wspólnego szczęścia dźwięczał im w uszach jeszcze na długo po wizycie u lekarza.
Oboje chcieli tego dziecka, naiwnie wierząc, że ich wyleczy. Ją z traumy, a jego z zaburzeń. Nigdy bardziej niż teraz nie mieli świadomości, jak oboje są dysfunkcyjni, jak bardzo potrzebujący pomocy terapeuty, jednocześnie ślepo ufając, że to właśnie dziecko stanie się antidotum na ich toksyczną relację. Że ich nienarodzony jeszcze syn stanie się ich najlepszym terapeutą.

***

Kasia była w trzynastym tygodniu ciąży. Trzydniowy kurs odbywał się w hotelu w centrum Warszawy. Ma pokój wraz z Wiktorią, by mogła w razie czego podać jej szklankę wody. Generalnie czuje się OK, ale oprócz obolałego biustu odczuwa jeszcze permanentny ból w okolicach podbrzusza. Czytała o tym. Zresztą tak samo było podczas pierwszej ciąży. Te skurcze to naturalny objaw. Tak zwane „przepowiadające poród”. Część kobiet ma je od piątego miesiąca, część od dziewiątego, a są też takie jak ona – odczuwające bóle od początku drugiego miesiąca.

Co prawda jeszcze nie powiedziała Wiktorii o ciąży, ale za parę dni zrobi to. Postanowiła nie mówić nikomu aż dotrwa do drugiego trymestru. Ma zamiar podzielić się z kuzynką nowiną właśnie w trakcie wyjazdu. Pewnie Wiki kupi na wieczór wino, a wtedy ona powie: „Tym razem ci nie potowarzyszę”.

Sławek w tym czasie miał wyjechać na polowanie. Od lat pasjonuje się łowiectwem. Wraz z przyjacielem i innymi z kółka łowieckiego zaplanowali wyjazd w głąb puszczy. Czuje niedosyt po ostatniej wyprawie, bo nie ustrzelił największego dzika.

***

Podróż bardzo ją zmęczyła. Marzyła o pójściu spać. Wiktoria wróciła spod prysznica, ostentacyjnie wyciągnęła dwa kieliszki z barku i bez kurtuazji obwieściła:

– Musimy się napić. Już nawet wiem, za co wzniesiemy toast! Rozmawiałam z tym Belgiem dziś przed wyjazdem. Nie chciałam ci mówić, bo miała to być niespodzianka.
– Co takiego?
– Kasiu, mamy to! Mamy go! Kupi naszą zaprawę. Chce podpisać umowę!
– Aaaaa! To fantastycznie. Jesteś po prostu wspaniała, Wiki. Co ja bym bez ciebie zrobiła.
Rzuciły się sobie w ramiona, a wtedy Kasia gwałtownie się odsunęła i jęknęła z bólu.
– Co ci jest? – zapytała Wiktoria, nalewając wino.
– Nic, nic. Nie nalewaj mi.
– Słucham?
– Jestem w ciąży.

Wiktorii o mały włos kieliszek nie zsunął się na podłogę. Stała jak zaczarowana.
– Bardzo, bardzo się cieszę i serdecznie wam gratuluję.
– Dziękuję. To dopiero początek. To znaczy trzynasty tydzień.
– Jak się czujesz? Wymiotujesz?
– Nie. Całe szczęście. Ale mam za to inne objawy. Jestem bardzo obolała. Dosłownie nie mogę dotknąć piersi i podbrzusza.
– Jak Sławek? Zuzka?
– Cieszą się. Sławek jest taki… No wiesz… Wiesz, jak bywało między nami.
– Wspominałaś parę razy. Jeśli tylko będziesz potrzebować mojej pomocy, możesz na mnie liczyć.
– Dziękuję. Jesteś naprawdę dobrym człowiekiem. Dziś nie czas na smutki. Dziś czas na świętowanie twojego sukcesu. Twojego wysiłku, zaangażowania w rozwój firmy i tego, jaka jesteś lojalna. Wlej mi do kieliszka chociaż wodę. Wzniesiemy toast!
– Za szczęśliwe rozwiązanie!
– Niech będzie. Chociaż pierwszy należy się tobie. I przy okazji czas pomyśleć o podwyżce.

Kasia wróciła z łazienki i sięgnęła do walizki po książkę. W końcu jest okazja, by poczytać do poduszki choć kilka stron.

Rzuciła ją na łóżko i podeszła do stołu, by napić się wody i wziąć dawkę zalecanych przez ginekologa leków.

– Co masz do czytania? – zagadała Wika, kątem oka widząc książkę. Też już układała się do snu. Cały dzień w pracy, potem kilkugodzinna podróż, a ona kierowała. Jedna lampka wina wystarczyła, by ją zmogło.
– „Trzepot skrzydeł” Grocholi. Znasz? Bo ja kojarzę, że o jakiejś kobiecie i jej toksycznym związku. Ogólnie ciężka podobno. Dostałam ją od Zosi. Przeczytałam na razie kilka stron i już czuję, że to zdecydowanie coś dla mnie.

Nagle, kompletnie niespodziewanie, Wiktoria zerwała się z łóżka. Zrobiła duży krok i sięgnęła po leżącą na pościeli powieść.
– Chcesz ją przeczytać, to mogłaś powiedzieć, a nie rzucać się na nią jak sarna na zająca – mówiąc to, zaśmiała się, jednocześnie mając przed oczami Sławka. „Ciekawe, czy jest już na miejscu”.
– Kasiu, mam do ciebie prośbę – Wiktoria stanęła niemal na baczność i, trzymając dłonie jak do pacierza, poważnym tonem powiedziała. – Proszę cię, nie czytaj tej książki.
– Wiki, dziś już pewnie jej nie przeczytam, bo ledwo widzę na oczy. Ale jutro mam zamiar wziąć ją na wykład – wesołym tonem odrzekła kobieta.
– Posłuchaj mnie uważnie. Błagam cię, nie czytaj tej cholernej książki.

Katarzyna usiadła na łóżku i spojrzała na kuzynkę badawczym wzrokiem, po czym zapytała:
– Dobrze się czujesz? Nic ci nie jest? A niby czemu nie mogę jej przeczytać? – poddenerwowana złapała się za podbrzusze, bo poczuła skurcz.
– Bo ta książka jest przeklęta.
– Słucham? Jaka? – wybuchnęła śmiechem, bo ostatnie, w co wierzyła, to w metafizykę.
– Znam tę książkę. Czytałam ją półtora roku temu. Wiesz, o czym opowiada?
– Już ci mówiłam. Nie wiem, ale kiedyś czytałam recenzję. Chyba autorka dostała za nią jakąś nagrodę.
– Jest o maltretowanej przez męża kobiecie. Przez niego poroniła. Tak się nad nią znęcał, że straciła dziecko.

Kasia wstała. Spojrzała na kuzynkę, a potem na powieść. Źle się poczuła. Musi iść do łazienki. Będzie wymiotować. Zakręciło jej się w głowie. Przed oczami zaczął się jej wyświetlać film. Obrazy z życia jej i Sławka. Jej płacz, jej krzyk. Jego niczym nieuzasadnione ataki. To przecież obiektywnie dobry człowiek. Tylko się pogubił, a ona go kocha. Chce urodzić mu syna. Na pewno nosi dla niego pod sercem chłopca. Za kilka tygodni będą znali płeć. Stanowią rodzinę. Są ze sobą na dobre i na złe. I nikt się nie dowie prawdy o ich problemie. Nikt. Nigdy.

Gdy wróciła z łazienki, Wiktoria siedziała na jej łóżku i ocierała łzy. Katarzyna nigdy nie widziała kuzynki płaczącej. Podeszła do niej, usiadła obok i złapała za rękę.
– Czuję, że chcesz mi o czymś powiedzieć – Kasia mówiąc te słowa, prawie szeptała.
Przez chwilę milczały obie, aż Wiktoria wzięła głęboki oddech i zdobyła się na mówienie. Był to długi monolog.

Pamięta ten dzień jak żaden. Obudziła się z potwornym bólem podbrzusza. Była wtedy w czternastym tygodniu ciąży. „Pamiętasz Piotra? Pracował na producji. Młodszy ode mnie o sześć lat. Zwolnił się pół rok temu. Tak, to ten wysoki blondyn”.
Spotykali się potajemnie od pół roku, bo nie chciała, by ktokolwiek wiedział o tym układzie. To niczego dobrego nie wniosłoby do firmy, a jej odebrałoby dobre imię. Wiedziała jednak, że darzy ją głębokim uczuciem.
Byli wspólnie u lekarza. Patrzył jej w oczy przez całe badanie. Według ginekologa będą mieć syna. „Szybka ocena sytuacji” – pomyśleli. W gruncie rzeczy płeć nie odgrywała dla obojga większej roli. Oboje cieszyli się na to dziecko.
I wtedy zdecydowała się przestać ukrywać fakt, że się spotykają. Piotr był dla niej bardzo dobry. Troszczył się, zabiegał o nią, przynosił do firmy jedzenie. Wysyłał wiadomości, że na zapleczu zostawił drugie śniadanie i obiad. Nie mieszkali razem, ale Wiktoria coraz bardziej przekonywała się, że jego przeprowadzka do niej będzie najlepszym rozwiązaniem dla nich obojga.
Zaczęli wić gniazdo. Nie był księciem z bajki, ale ona, już niepierwszej młodości, stwierdziła, że musi przewartościować swoje życie i inaczej poustawiać priorytety. Kariera to nie wszystko.

Chce, by dali sobie szansę. Nim zacznie być matką samotnie wychowującą dziecko, którą już widziała oczami wyobraźni, uskuteczniając czarnowidztwo, chce założyć rodzinę. Z Piotrem. Pomimo tego, że wybuchnie skandal, na tamten moment przestało ją to obchodzić. Magia ciążowych hormonów uczyniła z niej łagodną i ciepłą dla ojca jej dziecka. Postanowiła nie przejmować się opinią innych. Do tego stopnia ją ta kwestia przestała zajmować, że gdy pewnego popołudnia Piotr ukląkł przed nią, trzymając puzderko z pierścionkiem, bez chwili namysłu powiedziała „tak”. Kasi powie, ale dopiero gdy wręczy jej zaproszenie na ślub. A ślub miał być za dwa miesiące. Oczywiście istniało ryzyko, że jej szefowa zauważy coraz większy brzuch, ale dobrze się czuła i była tak pochłonięta remontem mieszkania, że na drugi plan zeszło podzielenie się nowiną z Katarzyną.

To było wczesne przedpołudnie. Wzięła wolne. Kasię okłamała, mówiąc, że ma wizytę u stomatologa. Jutro popracuje dłużej. Tak bardzo bolał ją brzuch, że zwróciła całe śniadanie. Poszła do toalety, by sprawdzić, czy przypadkiem nie zaczęła plamić. Nie.
Pojedzie do lekarza. Albo do szpitala. Albo zadzwoni do Piotra. Tylko co mu powie? Przecież on dziś w pracy do 17. Położy się. Może zaśnie.
Leżała zwinięta w kłębek i wyła z bólu. Nigdy tak nie cierpiała. Cokolwiek to jest, niech się już skończy, bo dłużej tego nie zniesie.
Bolało ją tak, że zaraz zemdleje, a przecież czuła, że musi iść do toalety.
Wstała i nagle zalała ją fala ciepła. Zrobiło jej się tak gorąco, jakby weszła do wrzącej wody.
I spojrzała w dół.
Krew powoli spływała jej po nogach, jakby podcięła sobie żyłę.
Kręciło jej się w głowie, więc skierowała kroki prosto do ubikacji. Usiąść. Musi usiąść. Czuła, jak zalała się potem. Trzęsła się z zimna i z gorąca. Zaraz pojedzie do szpitala.

Tylko zrobi siusiu.

Siedziała na muszli i słyszała kapiącą krew. Coś musi zrobić, bo się wykrwawi.

Jeszcze tylko chwila, bo ciągle chce jej się siusiu. A może to nie to? A może tak naciska na pęcherz jej dzieciątko?

Przeszło jej przez myśl, że wezwie taksówkę. Ale przecież zniszczy kierowcy kanapę.

Może powinna wezwać karetkę?

Nie wie, ile siedziała na klozetowej muszli. Straciła rachubę. Ktoś dzwonił do drzwi, raz też słyszała dźwięk telefonu. To pewnie listonosz. I prawdopodobnie Kasia. Albo Piotr, gdy był na przerwie.

Musi wstać. Musi coś zrobić. Może wejdzie do wanny albo chociaż umyje się pod prysznicem.

Nie zdążyła.

Zmieniła nieznacznie pozycję, a wtedy usłyszała głuchy chlupot.

***
Do szpitala pojechała dopiero następnego dnia. Nie była w stanie wcześniej. Była wyczerpana fizycznie i psychicznie.
Lekarz po badaniu stwierdził, że zrobiła wielki błąd, nie przyjeżdżając na SOR od razu, bo chociaż została poddana zabiegowi oczyszczenia, nigdy już może nie zajść w ciążę. Dał jej dwutygodniowe zwolnienie i odesłał do domu.
By ukryć ten fakt, załatwiła sobie zwolnienie od znajomego lekarza – na kręgosłup.
– Nie było cię w firmie prawie trzy miesiące. Teraz układam sobie puzzle – przerwała kuzynce monolog.
– Podpadłam w depresję. Brałam psychotropy. Nie byłam w stanie prawidłowo funkcjonować. Odtrąciłam Piotra.
– Po prostu byłaś w żałobie.
– Straciłam chęć do życia. Wiem, że już nie zajdę w ciążę. Nie chcę nawet próbować z obawy przed stratą.
Kasia słuchała z przejęciem historii kuzynki i bez chwili namysłu postanowiła także się przed nią otworzyć.
– Wiktorio, kochana moja, ja także straciłam dwoje dzieci, ale potem urodziłam Zuzię. Teraz też wszystko przebiega zgodnie z planem. Wiem, co czujesz. Nikt nie zrozumie stanu, jaki towarzyszy wtedy kobiecie, dopóki tego nie przeżyje.
Przytuliła ją i dłuższą chwilę w milczeniu głaskała po głowie.
– Rozumiesz teraz, dlaczego nie masz czytać tej książki? Mam po niej traumę, rozumiesz mnie? Ona jest o kobiecie takiej jak ja czy ty. Po co masz karmić się negatywnymi obrazami? Przed tobą piękny okres. Radości i wyczekiwania. Uwierz, mną już teraz targają wyrzuty sumienia, że właśnie w takich okolicznościach przyszło mi o tym wszystkim ci opowiedzieć.
– Ależ niepotrzebnie! Dziękuję przede wszystkim za to, że mi zaufałaś. Każdy nosi swój krzyż. Nic nie dzieje się przypadkiem. Wierzę, że jeszcze urodzisz dziecko, że założysz rodzinę.
– Piotr, po tym, jak go odrzuciłam, całkowicie zniknął – mówiąc to, Wiktoria szlochała.
– Zadzwoń do niego, porozmawiaj z nim. Odrzuciłaś go, więc czuje się zraniony. Minęło trochę czasu. Spróbuj – mówiąc to, pogładziła przyjaciółkę po włosach.
Milczały dłuższą chwilę, po czym Kasia powoli wstała, podeszła do okna i niespodziewanie dla niej samej powiedziała:
– Nie jest tak, jak myślisz. Nie jest dobrze między mną a Sławkiem. Jest wręcz bardzo źle.
– Co masz na myśli? Przecież spodziewacie się dziecka…
– Tak, i myśl o tym napawa mnie wielką radością. Tylko że – w tym momencie Kasia odwróciła się w stronę Wiktorii – ja go nie kocham. Od lat noszę brzemię jego ofiary.
Przerwała na chwilę, bo poczuła, jak jej gardło zaciska się w akcie wzruszenia. Tym razem ona nie była w stanie powstrzymać łez.
– Sławek to tyran. Wiele razy podniósł na mnie rękę. Chciałam tego dziecka, licząc, że ono uratuje nasz związek. On jest chory. Oboje jesteśmy chorzy! – ostatnie zdanie wypowiedziała niemal bezgłośnie.
– Boże, Kasiu, o czym ty mówisz?
– Nigdy nikomu o tym nie powiedziałam. Tkwię od lat w toksycznej relacji i nie umiem się z niej uwolnić. Boję się go, a jeszcze bardziej boję się spojrzeć prawdzie w oczy – mówiąc to, gładziła się po brzuchu. Poczuła skurcz silniejszy niż zwykle. Musi się uspokoić, ale potrzeba zwierzenia się była silniejsza od bólu.
Wika wstała i podeszła do kuzynki. Stanęła naprzeciwko niej:
– Pomogę ci przez to przejść. Teraz najważniejsze jest twoje maleństwo. A potem po prostu od niego odejdź. Nie wolno ci myśleć, że sobie nie poradzisz. A przede wszystkim, że dziecko rozwiąże wasze problemy. Obie wiemy, że tak się nie stanie. Myśl o sobie, Zuzi i maleństwie. Tylko wy się liczycie. Tylko wy.
Dochodziła druga w nocy, gdy stały na środku pokoju objęte, milcząc i szlochając. Dziękowały w duchu za swoje towarzystwo. Nigdy wcześniej nie było między nimi takiego porozumienia.

– Czas spać, Kasiu. Twoje maleństwo potrzebuje spokoju.
– O, matko. Pobudka o 8. Śniadanie, a zaraz potem szkolenie? Dobrze pamiętam? Czy najpierw konferencja?

Ułożyły się do snu, rozmawiając o jutrzejszym dniu. Nie wracały już do tego, co stało się tematem ich wspólnego wieczoru.
Nim Kasia wyłączyła nocną lampkę, spojrzała jeszcze na towarzyszkę nocy, po czym rzekła:
– Z całą sympatią dla Zosi, ale najchętniej wyrzuciłabym tę książkę przez okno.

***

Nie mogła zasnąć. Słyszała głęboki oddech Wiktorii, który działał na nią kojąco, ale jednocześnie nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jakaś niepokojąca myśl budzi się w jej głowie.

Czwarta nad ranem.

Obróciła się na bok i dotknęła swoich piersi. A potem podbrzusza.

Niemożliwe.

Nie czuje bolesności.

Zaczęła gwałtownie się dotykać, ale obolałe jeszcze poprzedniego dnia miejsca były jakby znieczulone, odczarowane.

Przez kilka ostatnich tygodni były jedynym symptomem ciąży. Za wcześnie, by mówić o zaokrąglonym brzuchu, wymioty praktycznie nie występowały, a mdłości minęły.
Zerwała się i ruszyła do łazienki. Usiadła na muszli. Serce biło jej jak oszalałe.

Nic nie czuje.

– Wiktoria! – zawołała nagle z łazienki.

Po chwili drzwi otworzyły się i Kasi oczom ukazała się zaspana, ale wystraszona kuzynka.
– Matko Boska, co się stało???
– Ja nic nie czuję, rozumiesz? Nic!
– Kasiu, uspokój się! – wrzasnęła Wiki. – Właśnie tego się obawiałam. Jestem kretynką, że ci o tym wszystkim opowiedziałam.
Kasia siedziała na muszli, niezdarnie wykonując ruchy, by sprawdzić kolor wody.
– Nie zadręczaj się, bo popadniesz w obsesję. Połóż się, wyśpij. Podać ci coś?
– Ja poroniłam. Wiem to. Nic nie czuję! Znam swoje ciało – wykrzyknąwszy ostatnie zdanie, spojrzała ślepo na kuzynkę. – Wracam do domu. Rano muszę jechać do szpitala. Do mojego lekarza.
– Jadę z tobą!
– Nie. Musisz zostać i reprezentować firmę.
– Nie puszczę cię samej. Zadzwonię po Sławka. Niech po ciebie przyjedzie.
– On nie przyjedzie. Jest w puszczy na polowaniu. Cały weekend.

***
Świtało, gdy wjechały do Torunia. Całą drogę milczały. Zatrzymały się tylko raz na stacji, by kupić dla Wiktorii kawę. Kasia musiała iść do toalety. Przyjaciółka poszła z nią, ale po chwili opuściły stację. Żadnych niepokojących objawów poza tymi, o których powiedziała w pokoju hotelowym Katarzyna.
W domu nie miało być nikogo. Zuzia spędzała ten weekend u dziadków.

Tartanowa droga prowadząca do willi Kasi wymuszała zwolnienie tempa. Jechały wzdłuż uliczki, przy której stało kilka innych domów. Były kilkanaście metrów od bramy zabudowania, gdy Kasia nagle powiedziała:
– Widzisz to, co ja?
Wiktoria w pierwszej chwili nie wiedziała, o co chodzi.
– Sławek jest w domu? Stoi jakieś auto.
– To nie jest jego samochód.
– A czyj w takim razie?

Zatrzymały się niedaleko furtki.
– Poczekaj, proszę – szepnęła Kasia.
– Pójdę z tobą.
– Zostań.

Kasia powolnym krokiem podeszła do bramy. Chwilę potem podbiegła do niej kuzynka.

Kasia spojrzała na nią i powolnym ruchem ręki wskazała:
– Tak. To oczywiście samochód mojego męża. A to drugie auto jest Zosi.

***

Pojechały do domu Wiktorii i spędziły tam poranek. Obie nie zmrużyły oka. Niewiele rozmawiały. Nie były w stanie nawet przełknąć kawałka chleba, mimo że Wiktoria przygotowała śniadanie.
– Pojedziesz ze mną na oddział?
– Oczywiście.
– Z pewnością na nim zostanę. Zrobią mi łyżeczkowanie.
– O czym ty mówisz!?
– O tym, że poroniłam. Wiem to. Po prostu to czuję.

***
Katarzyna poprosiła lekarza, by pozwolił Wiktorii być przy badaniu USG. Nie, nie ma przy sobie karty ciąży, wróciła z delegacji prosto do szpitala. Tak, były dwa poronienia i jeden poród.
Termin? 8 listopada, zaczyna się czternasty tydzień. Niepokojące objawy? – Nic nie czuje. Nic. Przestała czuć towarzyszący jej od czwartego tygodnia ból piersi i podbrzusza.

– I co? Co pan widzi? Proszę nie trzymać mnie dłużej w niepewności. I czemu nie słyszę bicia serduszka? – Kasia, mówiąc to, jedną dłonią ściskała rękę przyjaciółki, a drugą ocierała łzy, które mimowolnie spływały po jej skroniach.
Lekarz spokojnymi ruchami badał ją i nic nie mówiąc, przyglądał się monitorowi telewizora.
– Chciałbym mieć dla pani tylko dobre wiadomości, ale niestety nie mam.

***

Kasia nie wróciła już do domu. Napisała jedynie Sławkowi wiadomość, że wie o wszystkim. Do czasu rozprawy rozwodowej wynajmie mieszkanie. Poroniła w dniu, gdy dowiedziała się o Zosi. Zuzię może zabierać, kiedy tylko będzie chciał. O reszcie dowie się od jej adwokata.
Nawet nie odpisał.
Po tygodniu dostała od niego wiadomość, a w niej jedno słowo:
„Przepraszam”.

***

Dwa miesiące później zaczęły się wakacje. Zuzia pojechała na obóz, a Kasia z Wiktorią wybrały się w tym samym czasie do Egiptu na nurkowanie. Jedząc śniadanie, Wiki uśmiechnęła się do Kasi i tajemniczym głosem powiedziała:
– Zgadnij, od kogo dostałam dzisiaj rano SMS-a.
– Hm. Nie mam pojęcia – zachichotała przyjaciółka.
– Przestań się wygłupiać – udając poważną, Wiki rozsiadła się na leżaku i przechyliła filiżankę, by dopić poranną kawę.
– To była tylko kwestia czasu.
– Wcale nie. Już myślałam, że nigdy nie odpisze!
– Ale ty jesteś głupia. On cię kocha, tylko potrzebował poukładać to sobie w głowie – skomentowała jej szefowa, po czym spojrzała na telefon, bo w tym momencie zadźwięczała wiadomość. „Oby nie adwokat i oby nikt z firmy” – pomyślała.

„Dzień dobry, mam nadzieję, że moje wczorajsze milczenie nie spowodowało, że zapomniałaś, jak dobrze nam się tańczyło. Wczoraj miałem dużo pracy, ale dziś wieczorem chętnie znowu zaproszę Cię na tańce. Jeśli jednak nie dasz się namówić na randkę, przyjdźcie do mnie z koleżanką na szybki kurs. Nie wspomniałem – jestem instruktorem nurkowania. Daj znać, to wyślę adres. Z gorącymi pozdrowieniami Maciej”.

***

To był gorący wieczór. I gorąca noc. Spędzili ją na plaży. Do końca pobytu w Egipcie Wiki nurkowała niedaleko ich hotelu, ale Kasia jeździła do Macieja.
To była piękna wakacyjna przygoda. Tak myślała. Gdy powiedział jej, że mieszka w Bydgoszczy, zaczęła na tę znajomość patrzeć inaczej.
Dzień po powrocie z wakacji dostała długiego maila. Jak tylko wróci z kolejnego turnusu, chce zaprosić ją na kolację. Najlepiej ze śniadaniem.

***

Maciej odłożył plik kartek na nocną szafkę i podszedł do barku, by nalać sobie whisky.

Za dwa tygodnie idą na ślub, na którym będą oboje świadkami.
Do Wiktorii i Piotra.

Usiadł na skraju łóżka i spojrzał na wystającą spod kołdry nocną koszulkę jego ukochanej żony. Chwycił ją w dłonie i przystawił do nosa. Pachniała nią.

Jego Kasia.

Osunął się na jej poduszkę i podciągnął kolana. Przytulił się do bielizny i zamknął oczy. Już zapadał w sen, ale coś nie dawało mu zasnąć.
„Trzepot skrzydeł”. Ma przed oczami ten tytuł, tę książkę, a właściwie jej grzbiet. Ona jest w ich wspólnym domu. Musi wstać i ją odszukać.

Wyszedł z sypialni i skierował się do salonu. W stronę biblioteczki.

W kominku tliły się delikatne płomienie. Otworzył drzwiczki i ostatni raz, spojrzawszy na wrzucaną w ogień książkę, ciepło pomyślał o pewnej znajomej, z którą dawno temu miał romans. Widział ją kiedyś na zdjęciu w albumie Kasi, ale nie dał po sobie poznać, że ją zna.
Miała na imię Zosia.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.