Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Wiedząc, jak wielu naszych biegnie w zawodach „Biegnij w Niemczu”, postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i zrobić w tamtym kierunku rowerowy trening, by kibicować biegaczom na trasie. Co prawda od samego rana ogarnęło mnie sobotnie lenistwo, jednak biorąc pod uwagę, że mam w niedzielę pierwsze w życiu zawody kolarskie, wiedziałam, że powinnam ruszyć cztery litery. Gdy w piątek życzyłam Kamilowi powodzenia na biegu, mimochodem rzucił, że mogę mu towarzyszyć na rowerze całą trasę. Ha! To był dla mnie znak, że faktycznie może potrzebować wsparcia.

Usmażyli się biegacze na patelni

To był bardzo ciężki bieg chyba dla wszystkich. Wielu tego dnia startowało najpierw w zawodach na Miedzyniu, by dobić się potem, biegnąc na dyszkę. Dzielni! Bezlitosne słońce zebrało żniwa. Będąc kibicem, patrzy się na biegaczy zupełnie inaczej. Obserwuje się ich mimikę twarzy czy reakcję na zawołania, wsłuchuje się w ich pojękiwania, ciężki oddech. Jedni są skupieni, traktują zawody bardzo serio, rywalizując i walcząc do końca. Inni rozmawiają, wygłupiają się, przystają, robią zdjęcia. Miałam wielką przyjemność kibicować wczoraj i tym, i tym. I wiecie co? Utożsamiam się z każdym z nich. Pamiętam doskonale biegi dla funu. Uczestniczyłam w nich z takim samym entuzjazmem, jak i w tych, podczas których ścigam się i rywalizuję. I stwierdzam za każdym razem, gdy docierają do mnie głosy, że grunt to zabawa, że owszem, tak, jeśli chcesz się bawić. Jeśli chcesz się ścigać, to wtedy zabawa schodzi na plan dalszy, a na pierwsze miejsce wysuwa się zdrowa rywalizacja. Dla każdego starczy miejsca. I to jest w sporcie najpiękniejsze. A najważniejsze, żeby przynosiło satysfakcję.

Dwa plus jeden

W trakcie dwóch z trzech okrążeń towarzyszyłam głównie mojemu biegowemu mentorowi. Ale nie tylko. Robiłam nawrotki i jechałam też z innymi. Zlani potem, potwornie zmęczeni z uśmiechem reagowali na moje okrzyki – Michał N., Sławek M., Grzesiu P i inni.  A Kamil? Kamil sapał jak lokomotywa i nie powiedział do mnie ani jednego słowa. „Strasznie nieczytelny ten Łaz” – pomyślałam. Kibicowałam mu pierwszy raz. Wiem, że wielu nie lubi, jak się do nich mówi, więc nie chciałam mu przeszkadzać. Był tak skupiony, że momentami miałam wrażenie, że w ogóle nie zauważył, że jadę z nim krok w krok. Potem dopiero, już po przekroczeniu mety, usłyszałam od niego poza podziękowaniem, że następnym razem mam mówić jeszcze głośniej. „Ale jaja – pomyślałam. – A ja tak się darłam”.

Zeszłam z roweru i trzecie okrążenie postanowiłam przebiec z tymi, którzy zamykają stawkę. Wspaniałe towarzystwo – Aldona, Renia, Przemo. Były rozmowy o życiu, o butach, które obcierają jak cholera, o wczorajszej imprezie, kto ile i jak się dziś w związku z tym wstawało. „Dobra, stajemy, bo czekamy na tamtych”. Śmiech. Zdjęcie. No dalej! Pół kilometra do końca i słabnie nam koleżanka. Za szybko zaczęła, a choruje a astmę, więc ta pogoda dodatkowo ją obciąża. Przyklejam się do niej, szybko jakieś picie, kurde, nikt nie ma picia?  Ma już pierwsze objawy odwodnienia.  Rysiu daje butelkę z kilkoma łykami. Gęsia skórka, plamy na twarzy, gumowe nogi. „Znam to uczucie doskonale. To przez wysokie tętno. Masz pulsometr?” – kiwa głową, że nie. „Nie zatrzymuj się, powolutku biegnij, jeszcze troszkę. Odpędź złe myśli, tylko do przodu, jeszcze tylko ten zakręt. Już dobrze, ale ten stan jest jak fala. Zaraz wróci”. Faktycznie, 100 metrów dalej i dreszcze znowu wracają. „Myśl tylko o tym, że za chwilę meta. Już ją widzisz! Daaaaajeeeeesz, kochana!”.

Nie znałam dotąd tej dziewczyny, ale nie ma to żadnego znaczenia. Grunt, że dała radę i się nie poddała, a było prawie do odcięcia. Kwestia dyskusyjna, czy to dobrze. Wprawieni biegacze często świadomie doprowadzają do takiego stanu swój organizm, stawiając na zawodach wszystko na jedną kartę. Tyle że znają swoje możliwości, badają serce, znają swoje tętno. Mają wszystko pod kontrolą. Pytanie, czy ci, którzy biegają dla zabawy, powinni narażać się aż na takie niebezpieczeństwo? Odpowiedź wydaje się oczywista. Ostatnie, co chcę robić, to się wymądrzać, bo sama popełniam jeszcze mnóstwo błędów, ale jedno wiem na pewno – zdrowie jest najważniejsze, a przy zachowaniu fundamentalnych środków ostrożności jesteśmy w stanie wyeliminować najczęstsze objawy wycieńczenia – nie dajmy się porwać przez tłum na początku, mierzmy tętno, nawadniajmy się, pijąc i oblewając się wodą i miejmy na głowach czapeczki!

Medal za doping

Już po biegu. Gadamy, śmiejemy się, komentujemy, jemy ciasto Karoli Farfalli. Nagle słyszę głos prezentera: „Była też z nami biegaczka, która dziś wystąpiła w innej roli. Najpierw kibicowała na rowerze, a potem z niego zeszła i pobiegła z innymi. Lola! Zapraszamy po medal!”. Przemo, jesteś niesamowity. Dziękuję!

To było bardzo udane popołudnie. Cieszę się, że mogłam Was dopingować. Gratuluję z całego serca wszystkim, którzy ukończyli ten bieg. Wielkie wow!

A dziś dla odmiany to ja znowu potrzebuję Waszego wsparcia. Mam wielką tremę i zwyczajnie w świecie obawy, że przewrócę się na rowerze. Około godz.18 startuję w wyścigach kolarskich na 10 km. To że będę ostatnia, to jest sprawa bezdyskusyjna. Dopiero kilka razy jechałam na szosówce i te zawody traktuję jako trening. Jadę, by zobaczyć, jak to jest, bo w lipcu Bydgoszcz Triathlon, nie mówiąc już o sierpniowym Ironmanie, a tam nie będzie już miejsca na śmichy-chichy. Mam tylko nadzieję, że przy zachowaniu podstawowych środków ostrożności dojadę dziś na metę cała i zdrowa.

Trzymajcie kciuki!

Fot. Karolina Andryszak i Aldona Rybka

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.