Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Najpierw była konferencja prasowa połączona ze śniadaniem na tarasie Słonecznego Młyna. Było jak zawsze profesjonalnie, jak zawsze serdecznie i oczywiście tematycznie. Fajnie było spotkać się ze znajomymi (i ich dziećmi), pogadać z maniakami triathlonu i powymieniać się opiniami na tematy związane z najbliższymi i dalszymi zawodami.

Z nowinek? W tym roku zmieniona została trasa – tym samym nie będzie już morderczego podjazdu na ul. Jana Pawła II, co dla mnie ma kolosalnie znaczenie, bo dwa razy z rzędu robiłam na tych zawodach 1/4 tri, czyli objeżdżałam dwie pętle. Za trzy tygodnie zmierzę się z dystansem 1/2, czyli zaliczę cztery kółeczka (90 km).

Dla mnie cenną informacją, z którą na pewno podzielę się z synem i biegowymi dziećmi, jest fakt, że organizatorzy nadal poszukują chętnych do pomocy wolontariuszy, którzy, jeśli ukończyli 12 lat, mogą pomóc zawodnikom na trasie albo orgom w przygotowaniach.

Bardzo spodobał mi się pomysł Open Water na Brdzie dziś o 16:00, na który zapraszano uczestników Enea Bydgoszcz Triathlon już kilka dni temu, a na śniadaniu prasowym ponowiono to zaproszenie. Spotkało się ono z entuzjastycznym przyjęciem, czego dowodem był fakt, że na wspólne pływanie w bydgoskiej rzece przybyło kilkudziesięciu bydgoszczan – wśród nich wiele moich tri-koleżanek i kolegów zresztą też.

Wczoraj miałam dwa pływackie treningi – w jeziorze i na basenie, więc nie zdążyłam się jeszcze zregenerować. Ale nie to, myślę, było głównym powodem, że pierwsza część treningu nie należała do udanych. Najzwyczajniej w świecie pływanie w rzece pod prąd (choć nie robiłam tego pierwszy raz) jest bardzo energochłonne i nie było osoby, która nie czuła silnego oporu wody. Pod Mostem Pomorskim przez dobre 10 minut miałam wrażenie, że stoję w miejscu mimo że dałam z siebie wtedy maxa. Poza tym woda w rzece jest zdecydowanie chłodniejsza niż w zamkniętym akwenie. No i jeszcze jedno. Nadal mam problem z nawigowaniem i parę razy płynęłam po łuku, co dodało mi kilkanaście metrów gratis do wyniku końcowego. Cóż. Pływaczka ze mnie, że o, mamusiu, ale ale! Wszystko było kraulem i to jest moja najwieksza duma i najmilszy akcent dnia.
Gdy zaczęłam płynąć, odczułam dyskomfort na co najmniej 200 pierwszych metrach, co pozwala mi przypuszczać, że podobnie zdarzy się na zawodach. Nie umiałam zapanować nad oddechem i czułam kołatanie serca. Dopiero po kilku dobrych minutach rozluźniłam się i miarowy oddech pozwolił mi przepłynąć w sumie 1500 metrów. Była to dla mnie bardzo dobra lekcja pływania. Mimo że pływałam w otoczeniu rzecznej trawy, która łaskotała moją twarz, dłonie i stopy, to i tak doświadczenie to uważam za bardzo przyjemne. Brda jest pod taflą bardziej czysta niż się spodziewałam.
Gratulacje za pomysł, Kuba i Olek!

Nim zjawiłam się w wyznaczonym miejscu, musiałam po pracy pojechać z kotem do weta na zastrzyk. Poznałam w lecznicy sympatyczną panią weterynarz, która wyciąga moją krowę z choróbska. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po wyjściu z rzeki przechodzę obok stolika, przy którym siedzi nie kto inny, jak pani doktor! I ona już po pływaniu! Robi 1/8 i 1/4. A obok siedzi jej syn – jak ja robi 1/2. Cóż za spotkanie po spotkaniu! Wymiana serdeczności i życzenia powodzenia oczywiście musiały być. Świat jest mały, a dzięki tri jeszcze mniejszy.

A na koniec pojechałam na Akademię Motoryki, bo przecież dziś poniedziałek. Trener Darek spuścił mi znowu takie manto, że jutro wstanę pewnie na czterech.

Plan treningowy zakładał bieg, ale nieoczekiwanie wyskoczyło rzeczne moczenie, więc jedyne, co jeszcze byłam w stanie zrobić wieczorem, to iść z psem.

A teraz już leżę i palcem nawet nie mam siły kiwnąć. Tym od nogi. Bo tym od ręki piszę w telefonicznym notatniku ten post. ????

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.