Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Zapraszam do lektury mojego nowego opowiadania!

Warzywa i owoce kupuje od niej od kilku lat, ale to właśnie dziś mu się przyśniła. Zawsze uśmiechnięta, chętnie podpowiada, które jabłka najsmaczniejsze. Te pachną latem, a te z kolei mają posmak gruszki. Śliwki też za każdym razem kupuje tylko takie, które ona zareklamuje. Lubi się jej przyglądać. Jest szczupła, wysoka i ma delikatnie siwawe skronie. I jest bardzo naturalna. Przyzwyczaił się do widoku jej brudnych dłoni.
Ostatnio złapał się na tym, że idąc na rynek, kierował się prosto w stronę jej straganu.

Gdy zobaczył ją z daleka, aż przystanął. To irracjonalne, jaki film projektował. Wyobrażał ich sobie w najbardziej intymnej scenerii. Podobnie zresztą jak we śnie.
Jest operowym śpiewakiem, a jego żona operową tancerką. Nie widzieli się już prawie miesiąc, bo wyjechała na turnee po Europie. Mężczyzna ma pod opieką dwunastoletnią córkę, którą zajmuje się głównie jego matka.
– Dzień dobry, poproszę dziesięć jajek, trzy duże pomidory i kilogram ziemniaków.
– Te malinowe? – zapytała sprzedawczyni.
– Ma Pani malinową odmianę ziemniaków?
– Hehe, nie, proszę pana. Miałam na myśli pomidory – pogodnie skomentowała kobieta.
– Wiem. Chciałem zobaczyć, jak pani zareaguje – uśmiechnął się do niej i przyjaźnie mrugnął okiem.
Sprzedawczyni spojrzała na niego badawczo, a potem pochyliła się nad owocami, wybrała najdorodniejsze, a następnie zaczęła pakować je do siatki.
– Przepraszam za bezpośredniość. Jak ma pani na imię?
– Ja? Na imię? – zdezorientowana kobieta spojrzała na niego z uwagą, po czym, nie patrząc mu w oczy, odpowiedziała:
– Beata. A pan?
– Jestem Wojtek – chrząknął i poprawił opadającą na wietrze kędzierzawą grzywkę.
– Pójdzie pani ze mną do kina? – spytał nieoczekiwanie. Nie było kolejki, więc czuł się swobodnie.
– Gdzie, przepraszam? – spojrzała na niego, a jej głos zmienił barwę na cieplejszą.
– Do kina. Na film.
– Ja? Z panem? Do kina? Proszę ze mnie nie kpić – mówiąc te słowa, ważyła ziemniaki i podliczała na kalkulatorze jego rachunek.
– A czemu nie?
– Razem 12,80.
– Już płacę. Proszę się zgodzić. To tylko wspólne oglądanie filmu. Już daję pieniążki. O, proszę, mam same dwu- i jednozłotówki. Może być pani tak miła i wybrać z mojej dłoni 15 zł? Reszty nie trzeba. Wczoraj była premiera „Good Luck Guy”. Słyszała pani o tym filmie? Podobno znakomita komedia. 
W tym momencie podeszła do straganu klientka, a on zamilkł i poczekał, aż Beata ją obsłuży. Ekscytowała go ta sytuacja. Sprzedawczyni była na pewno kilka lat od niego starsza, ale to tylko wzmagało jego podniecenie. Właściwie sam nie wiedział, jakie ma wobec tej kobiety zamiary, a jeszcze trudniej było mu określić, jakie ma oczekiwania. Dawno nie pozwolił sobie na tak spontaniczny ruch. Nie zdradzał dotąd swojej żony i nie planował skrzywdzić matki jego córki. Pchała go jednak do tej kobiety nieznana siła, której nie umiał, a właściwie nawet nie chciał wyjaśniać. Czuł, że nie potrafiłby jej sobie odmówić, gdyby mu uległa. Obserwował ją, jak przekłada owoce, byle tylko zająć ręce. Widział, że krępuje ją ta sytuacja.
– Kiedy to kino? – zapytała nagle. 
– Możemy dziś, jeśli pani pasuje?
Chwilę popatrzyli sobie w oczy, po czym kobieta odparła:
– Czemu akurat ja? Widzi pan, kim jestem?
– Widzę. Piękną kobietą, z którą chciałbym miło spędzić czas. To przecież nic złego. Jeśli jednak prywatne sprawy nie pozwalają pani na skorzystanie z zaproszenia, rzecz jasna, uszanuję to.
– Nie, nie mam męża, jeśli to ma pan na myśli.
Znowu ktoś podszedł do straganu. Wojciech odwrócił się plecami do Beaty. Ona, obsługując klienta, zdążyła przyjrzeć się swojemu adoratorowi. Był dobrze ubrany, wysoki, a jego kręcone blond włosy opadające lekko na ramiona dodawały mu uroku niczym paryskiemu artyście. Co on od niej właściwie chce? – pomyślała. – To zupełnie obcy jej człowiek. Na dodatek tak elegancki i kulturalny, że po prostu do siebie nie pasują. Szaleństwo – ulec takiej pokusie. I ona się mu spodobała? A może robi sobie z niej żarty? Może tylko chce sprawdzić, jak ona zareaguje, a potem powie jej prosto w twarz, że założył się z kolegą, że ją uwiedzie? Myślała o tym wszystkim, obsługując kolejnego klienta. Wojciech cierpliwie czekał. Patrzyli sobie przez chwilę w oczy, a wtedy dostrzegł w jej spojrzeniu błysk, który go ośmielił, by ponowić zapytanie. 
– To jak, Beato? Wybaczy pani, że ośmielam się po imieniu. Przyjmiesz zaproszenie?
– Zgoda – powiedziała szybko, by mieć to już za sobą.
– Wspaniale! Proponuję spotkać się przez kinem Olimp o 18. Odpowiada ci ta pora?
– Dobrze – odrzekła oszołomiona. Nie wiedziała, jak ma się zachować i jedyne, na co było ją stać, to na subtelny uśmiech.
– W takim razie do zobaczenia. A co, jeśli poproszę o twój numer telefonu?
Zdała sobie w tym momencie sprawę, że marzyła skrycie o takiej sytuacji – by ktoś po prostu ją zauważył. By kogoś sobą zauroczyła. Ma 44 lata, jest wdową i matką dorosłej córki. Z nikim się nie spotyka. Mieszka kilkanaście kilometrów za miastem i poświeciła się pracy na targowisku, uważając, że prowadzenie straganu to jedyna umejętność, jaką potrafi wykonywać. Ciężko i uczciwie pracuje, co pozwoliło jej na wyjście z długów, które zostawił jej w spadku mąż alkoholik.

Zapisał jej numer, po czym uśmiechnął się i na pożegnanie dodał: 
– Będę czekał przed wejściem chwilę przed 18. Do zobaczenia, Beato. Cieszę się na nasze spotkanie.

Skończyła pracę chwilę po 14. Dziś sobota. Dobry utarg. Ładując towar do samochodu, myślała o tym, co ją spotkało. Czuła radość. Wróci do domu, weźmie kąpiel, a potem przymierzy dawno nieubierane sukienki. Jedna, granatowa z żółtym kołnierzykiem, była jej ulubioną. Wszystko wskazywało na to, że ten czerwcowy gorący wieczór zapisze się w jej pamięci jako wyjątkowy. Ostatnio wychodziła do miasta jesienią, gdy koleżanka ze szkoły zaprosiła ją na urodziny. 
Wie, że to, co robi, nie pasuje do jej wizerunku. Jest typem kobiety spokojnej i zdystansowanej. Ale dziś poczuła, że chce zrobić coś innego, coś, co do niej nie pasuje. Co wykracza poza schemat jej dotychczasowych działań. Nie ma nic do stracenia…
Gdy kwadrans po 17 stanęła przed lustrem, uśmiechnęła się do odbicia. Wygladała bardzo kobieco. Wojciech zaintrygował ją. Chce być przez niego adorowana, nawet jeśli miałoby to trwać tylko jeden wieczór. Sprawdziła telefon, ale nie dostała od niego żadnej wiadomości. Właściwie czemu miałby ją do niej wysyłać? Byli przecież umówieni. Poszła jeszcze tylko do łazienki, by spryskać dekolt ulubionymi perfumami i wyszła z domu.

***
Dochodziła 17. Prasował koszulę, gdy usłyszał dźwięk telefonu. Dzwoniła jego żona. Ostatnio rozmawiali trzy dni temu. 
– Cześć, kochanie! 
– Cześć, Żabko, miło, że dzwonisz. Wszystko OK?
– Nie uwierzysz w to, co teraz usłyszysz. To miała być niespodzianka. Jesteśmy na lotnisku w Gdańsku. Wszystko ci opowiem, ale nie teraz. Niestety bus, który po nas przyjechał, ma awarię, i większość z zespołu postanowiła zostać do jutra w Trójmieście. My jednak z Becią stwierdziłyśmy, że chcemy wracać do domu już dziś. No i pomyślałam, że zadzwonię, byś po nas przyjechał. Darek jest na wyprawie motocyklowej, więc Becia zabierze się z nami i w Toruniu odbierze ją brat – mówiła to wszystko na jednym wydechu. – Halo? Jesteś tam? To co? Przyjedziesz? Tylko nic nie mów Justynce. Zrobię chociaż jej niespodziankę.
– Oczywiście, Żabko, że po ciebie przyjadę. Poczekaj, która to godzina?
– Dochodzi piąta. Hm. Pewnie na 19:30 będziesz na lotnisku. 
– Zmęczona jesteś? Głodna? 
– Nie, Wojtuś. Jestem tylko bardzo stęskniona. Cieszysz się? Tylko obiecaj, że nie dasz po sobie poznać w domu, że po mnie jedziesz. 
– Dobrze, Żabko. Kończę w takim razie i pędzę po ciebie.

Rozmawiając z Natalią, czuł, jak oblewa się potem. Przeklął na cały głos. Jego córki nie było w domu, a matka pojechała na zakupy. Powiedział im, że umówił się z kolegami na brydża, więc Justynkę z urodzin odebrać ma babcia. Wszystko, co drobiazgowo zaplanował, musi odkręcić. Wszystko, czyli spotkanie z Beatą. Rozmyślania przerwało mu syczenie żelazka. Jasna cholera! Jego najlepsza koszula! Brązowy ślad na piersi sygnował stan, w jakim właśnie się znalazł. Był w potrzasku. 
Poszedł do garderoby, by przebrać się w sportowe spodenki i wtedy postanowił, że nie będzie dzwonił do Beaty, tylko do niej napisze. Jest zdenerwowany i z pewnością tę nerwowość ona wyczuje. Musi wymyślić coś, co, z racji tego, że też jest matką, bo widział ją wiele razy pracującą z córką, na pewno zrozumie.

„Droga Beato, nieoczekiwanie muszę odwołać naszą randkę. Pojechałem z córką do szpitala. Ma prawdopodobnie atak wyrostka. Wiedz, że bardzo chciałem spędzić ten wieczór z Tobą. Jestem zdenerwowany, dlatego nie dzwonię. Śniłaś mi się dziś otoczona kwiatami jabłoni, których owoce kupuję przecież u Ciebie od dawna. Jesteś piękną kobietą i pociągasz mnie nie tylko fizycznie. Nie mówiłem Ci tego, ale myślę o Tobie od paru lat. W poniedziałek podejdę na targowisko i wszystko Ci wyjaśnię. Już teraz zapraszam Cię, w ramach przeprosin, na kolację. Wybacz mi – Wojciech”.

Drżącymi rękoma wyszukiwał zapisany dziś kontakt. Musi wysłać tego SMS-a jak najszybciej, by nie zdążyła jeszcze wyjść na spotkanie. Czuje się jak dupek, ale nie ma innego wyjścia.

***

Była przed kinem chwilę po 18. Sprawdziła. Film zaczyna się za pół godziny. Rozejrzała się wokół, ale nigdzie nie widziała Wojtka. 
Sięgnęła do torebki i w tym momencie zdała sobie sprawę, że telefon zostawiła w aucie. Minęło parę kolejnych minut. Przeklęła pod nosem, choć zdarza jej się to niezwykle rzadko. Musi się wrócić, bo na pewno wtedy pozna odpowiedź na pytanie, dlaczego go nie ma. Idąc w stronę parkingu usytuowanego paręset metrów od kina, dwukrotnie się potknęła. Wszystko przez te cholerne szpilki. Nie umie w nich chodzić. Dobrze, że w aucie ma balerinki. Weźmie telefon, przebierze buty i pobiegnie z powrotem do kina. 
Otworzyła drzwi samochodu, chwyciła komórkę leżącą na siedzeniu pasażera i odwróciła ją, by spojrzeć na ekran główny. 18:20. 
Żadnej wiadomości.

Ściągnęła szpilki, szybko wsunęła balerinki, zamknęła auto i ruszyła biegiem w stronę kina. 
Pewnie spóźnił się kilka minut i zwyczajnie się minęli. Nie zobaczy jej co prawda w butach na obcasach, które zakłada niezwykle rzadko, ale w płaskich też wygląda dobrze. Dziś po prostu jest jej dzień. Promienieje witalnością. Wybiegła zza zakrętu prosto na plac przed kinem. Kilka osób kręciło się, czekając na swoje drugie połówki, tylko ona widziała już, że nikt na nią nie czeka. 
Nie ma nawet jak do niego zadzwonić, bo przecież nie wzięła od niego telefonu. 
Może mu się coś stało? Może miał wypadek? Boże święty! Jaką jest kretynką, że nie poprosiła go rano, by do niej zadzwonił!

Poczekała jeszcze kwadrans, a potem wróciła do domu. Jadąc, głośno płakała. Kim jesteś – pytała samą siebie – by łudzić się, że ktoś się jeszcze tobą zainteresuje? Zwykłą straganiarą! Przekupą sprzedającą wiejskie jaja! Myślałaś, że taki facet jak on się tobą zainteresował? Serio? Ty idiotko! Stanęła tylko na chwilę przy sklepie monopolowym. Musiała się dziś czegoś napić, bo na trzeźwo tego nie ogarnie. Niech tylko zadzwoni… Zmiesza go wtedy z błotem jak ostatniego dupka.

Albo nie. Ma lepszy pomysł.

***

Gdy podjeżdżał na lotniskowy parking, z kilkudziesięciu metrów dostrzegł dwie kobiety, które przyjaźnie mu machały. 
Ucieszył się na spotkanie z Natalią. Stęsknił się za nią. Targany emocjami w tym momencie czuł, że popełnił błąd, umawiając się z Beatą. Widocznie tak miało być, że to los zdecydował, jak ma ten wieczór wyglądać. Przeznaczenie pomogło mu wyjść z tej sytuacji cało. Ma jednak szczęście. Tymczasem teraz nie będzie wracał do tego myślami. Ma przecież Natalię i to tylko dla siebie. Dziś spędzi z nią noc, a jutro poranek. A potem kolejną noc. Dobrze im razem, a to, że rzadko, działa w sumie na plus, bo przynajmniej nie wkrada się do łóżka rutyna. Wszystko jakoś się ułoży. A w poniedziałek pójdzie do Beaty i ją udobrucha. Widział, jak na niego patrzy. Ma ją w garści. Nie teraz, to następnym razem się z nią umówi.
Zaparkował auto i we wstecznym lusterku obserwował przez chwilę podążające w jego stronę dwie kobiety. Żonę i jej przyjaciółkę. Nie lubi, jak Natalia mówi „Becia”. On zawsze mówi do niej pełnym imieniem. Beata.

Co za zbieżność imion…

Myśląc o tym, otwierał właśnie drzwi, by wyjść na powitanie dziewczyn. Były kilka metrów od niego, gdy podskórnie poczuł przeszywający go i nieznany dotąd rodzaj lęku. Jak w zwolnionym tempie kątem oka dostrzegł wzrok Natalii, spojrzał na Becię, na walizki, a potem znowu na żonę, i nagle, w ułamku sekundy przypomniał sobie, że gdy wysyłał po południu SMS-a, w kontaktach wyświetliło mu się imię „Beata” dwukrotnie. I wysłał go do tej, która znajdowała się jako pierwsza.

– Cześć, kochanie! – zdążył tylko usłyszeć powitanie żony, a następnie zobaczył wyciągniętą w jego stronę rękę i poczuł tak mocne uderzenie w policzek, że z bólu musiał zakryć twarz dłonią. – Mam nadzieję, że domyślasz się, że nie wracam dziś z tobą do Bydgoszczy. Przykro mi, że popsułam ci wieczór. Nie trać czasu, a masz spore szanse, że zdążysz ją przeprosić za nieobecność jeszcze dziś. Informuję cię tylko, że to ostatnia nasza małżeńska rozmowa. Becia będzie w sprawie rozwodowej świadkiem dysponującym dowodem, dzięki któremu dostanę rozwód z orzekaniem o twojej winie. Swoją drogą, niezły z ciebie poeta. Nie znałam cię od tej strony. „Otoczona kwiatami jabłoni”? Uroczo! 
– Przestań! – zdążył tylko krzyknąć. – Nic mnie z nią nie łączy. Dopiero dziś ją poznałem! 
– Tyle że… jakie to ma, Wojtek, znaczenie? – spojrzała na męża tak łagodnie, jak patrzy kobieta na ukochanego mężczyznę. – Od teraz będę się z tobą kontaktować tylko za pośrednictwem adwokata.

***

Zatrzymał się w połowie drogi, by kupić papierosy. Trzęsącą się dłonią wyszukał numer telefonu do Beaty. Tej właściwej. Zadzwonił, ale nie odebrała.

Chwilę potem dostał od niej SMS-a: 
„Good Luck Guy…”

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.