Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

„Jak to jest możliwe, że zrobiłaś Ironmana?”

Okazuje się, że w wyobrażeniu wielu ludzi jest to wyczyn absolutnie nie w zasięgu kobiety.

Czy jeśli kocha się sukienki, szpilki i torebki, jeżeli maluje się usta i paznokcie na różowo i czerwono, jeżeli uwielbia się perfumy, lubi się być rozpieszczaną, a jeszcze bardziej zaopiekowaną, nie można być jednocześnie kobietą z żelaza?

Mój przykład pokazuje, że jest to możliwe.

Bo jeśli oprócz tego wszystkiego lubi się przekraczać granice, pracować nad samodoskonaleniem, stawiać sobie nowe cele, rozwijać się, odkrywać nieznane dotąd obszary swojego jestestwa, już pretenduje się do tego miana.

Ironman mi to wszystko umożliwił.

Mój serdeczny kolega Sławek Makowski, dwukrotny Ironman, gdy rozmawialiśmy kiedyś o naszym wyzwaniu, napisał do mnie kilka miesięcy temu te oto słowa:
„W temacie Twojego wpisu na blogu kilka słów pocieszenia. Z tego, co się orientuję, w Polsce są organizowane cztery imprezy na dystansie pełnego IM (Borówno, Malbork, Wolsztyn, Poznań). Może coś pominąłem… Dochodzą jeszcze co prawda takie imprezy jak Harda Suka czy Karkonoszman, ale to jest jeszcze wyższa półka. No i w 2017 r. 4 IM ukończyło łącznie… 640 osób. Jak zrobiłem IM bliżej końca stawki, też miałem chwile zastanowienia – jaki jestem cienias. Potem sobie uświadomiłem, że te 640 osób to elita z 38 000 000 mieszkańców Polski, a ja jestem wśród nich. Ukończyć IM to oznacza dotrzeć do mety w 15 godzin. To jest COŚ!!! A teraz pomyśl. 640 osób z tego 33 kobiety. 33!!!!!! 38 000 000 i 33. To, jak się nie mylę, 0,000087 %. Rozumiesz, w jakim elitarnym gronie będziesz, jak dotrzesz do mety przed 22:00?! A szczerze, to myślę, że będzie to dużo szybciej. Będzie jeszcze jasno. Oczywiście te całe rozważania są bardzo uproszczone, ale dają wyraźny obraz, jak ciężka to impreza”.

Sławku, przeliczyłeś się. Robiło się już ciemnawo. ????

Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

Jeśli Waszym marzeniem jest niewyobrażalny dotąd cel – na przykład przebiegnięcie po raz pierwszy maratonu lub ukończenie triathlonu na dystansie 1/2, albo, faktycznie, właśnie teraz rodzi się w Waszych umysłach myśl o Ironmanie, oznacza to tylko jedno – jesteście o wiele bliżej realizacji planu niż ci, którzy takiego marzenia nie mają.

Jakie cechy są zatem niezbędne, by to zrobić?

Z mojego doświadczenia…

???? Przede wszystkim trzeba uwierzyć w siebie i swoje możliwości.
Jeśli nie ustawicie sobie w głowach, że jest to do zrobienia, to tego nie zrobicie. Powiem więcej – najlepiej od razu zaplanować wynik lekko na wyrost (będzie z czego schodzić). Nieprzypadkowo mówi się, że ograniczenia są tylko w naszych głowach. Tam się wszystko zaczyna i kończy. Nogi i ręce to tylko narzędzia.

???? Równie ważną cechą jest samodyscyplina. Nie ma wykrętów, tłumaczeń i kombinowania. Jeśli nie pójdziemy na trening, bo coś tam coś tam, oszukujemy nie trenera czy koleżankę z klubu sportowego, tylko samych siebie.

???? Nie zapominajcie, by o siebie dbać.
Ja wykonałam badania krwi, moczu, serca, hormonów, dużo jadłam, starałam się spać, ograniczyłam alkohol. Ale!
Bez przesady. Jestem człowiekiem, jestem kobietą – nie średniowiecznym ascetą. Ironman to nie kara za grzechy, zatem przyjemności i ustępstwa od zasad też się czasem zdarzały. Po ciężkim treningu nagrodźmy się ulubionym przysmakiem, po ciężkim tygodniu – tym bardziej. Przygotowania do IM mają być przecież przyjemnością. Zarówno duchową, jak o cielesną.

???? Bez konsekwencji i uporu też niewiele zdziałamy.
Można mieć chwile załamania i kryzysy. Ba. W życie każdego amatora wpisane są momenty zwątpienia. Zawodowcy poświecają się głównie treningom pod zawody. My dzielimy czas pomiędzy rodzinę, pracę i pasję. Jesteśmy więc obarczeni poniekąd o wiele cięższymi trudami. Normalne jest więc, że czasem wkradają się wątpliwości. Przyznaję. Nieraz przegrywałam potyczkę z lenistwem. Ale odbijałam się od dna i wracałam do walki. Od spadku motywacji silniejsza była bowiem myśl o finale, o nagrodzie za trud. Należy ją sobie ciągle wyobrażać. Ja od września fantazjowałam o czerwonym dywanie niemal codziennie. Jeśli jednak lenistwo zdominuje nasze życie, już „po nas”. Bo można przegrać z nim walkę, ale nie można przegrać wojny. Na sukces składa się wiele składowych, w tym właśnie wspomniana determinacja. Jej największym wrogiem jest lenistwo, które często bierze się z braku wiary w siebie.

???? By osiągnąć upragniony cel, należy czerpać z refleksji o nim radość.
Celowo nie użyłam ani razu słowa „musimy”.
>Musimy wierzyć, musimy być systematyczni, musimy być konsekwentni<.
Stop.
Niczego nie musimy.
My to CHCEMY zrobić.

Jeśli przestawimy myślenie na pozytywne, jeśli będziemy patrzeć na cel optymistycznie, jeśli na początku swojej drogi zwizualizujemy cel, paradoksalnie pomniejszając jego rangę, jeżeli oswoimy myśl o nim jako o swoim przyjacielu, nie wrogu, wówczas okaże się, że za wyobrażeniem sobie tego, co teoretycznie nieosiągalne, odpowiedzialne jest jedynie nasze o tym myślenie.
Idąc dalej, jeśli coś, co zaczyna nas intrygować, budzi lęk, jak mamy to polubić? Wtedy wewnętrzny głos szepce: „Jeszcze tylko muszę zrobić trening”.
Ale gdy zmienimy nastawienie, zamiast lęku poczujemy wręcz wewnętrzną potrzebę, by się z tym zmierzyć. I wtedy usłyszymy wewnętrzny głos, który łagodnie powie: „Czekałam cały dzień, by iść na trening”.

???? Dobrze jest zaprzyjaźnić się z pokorą. Wiele razy mi nie wychodziło, nie osiągałam takich wyników na biegach jak chciałam. Mimo setek przejechanych kilometrów ciągle jechałam wolniej niż większość. I co? Na początku się tyrałam. Samobiczowanie nic mi jednak nie dało. I wtedy zaakceptowałam ten stan rzeczy. Bycie dla siebie łagodniejszą zmniejszyło moje napięcie. Przestałam się spinać. Jestem jaka jestem. Nigdy nie będę mistrzynią ani świata, ani Polski. Ale mogę być mistrzynią dla samej siebie. Porównywanie się do innych tylko prowadzi do frustracji. Bądźmy dla siebie dobrzy, serdeczni i tolerancyjni. Od momentu, gdy poukładałam sobie, że pomimo słabych czasów na pływaniu i rowerze daję z siebie maksa, świat stał się piękniejszy. Przestałam słuchać obcych ludzi „musisz jechać co najmniej 30/h”, „musisz szybciej ruszać rękami”, a zaczęłam bardziej słuchać siebie. Co nie znaczy, że nie słuchałam rad trenerów czy bliskich. Ale wiem, że bycie ambitną ma dobre i złe strony. Czasem warto odpuścić, by się nie zajechać.

???? Odpoczywajcie. Nikt nie zna lepiej mojego organizmu ode mnie samej. Miałam w ciągu tego roku parę nawet tygodniowych przerw. Po prostu potrzebowałam się zregenerować. Jeśli stoimy przed dylematem – przetrenowanie czy niedotrenowanie, zawsze wybierzmy to drugie.

???? Część z Was powie – na taką pasję trzeba mieć pieniądze.
Odpowiem przewrotnie.

Wielu, którzy jechali na Ironmanie rowerami za kilkanaście tysięcy, nie ukończyło tych zawodów. Rower sam nie jedzie!
Mój kosztował trzy tysiące (jeden z najtańszych na rynku), a i tak żałuję, że nie kupiłam używanego. Osprzęt kompletowałam ponad rok. Również z najniższej półki, bo na inny mnie nie stać. Można nabyć też na zimę używany trenażer, jeśli nie chcemy kupować karnetu do klubu sportowego. Piankę pływacką na treningi w otwartych wodach także można kupić z drugiej ręki.

Jedynie, czego się nie kupi, to chęci. 

#długośćmaznaczenie

Fot. Łukasz Antczak
(zdjęcie wykonane na potrzeby sesji zdjęciowej do Wyborczej – własność: Agencja Gazeta)

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.