Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Według mnie z formą jest jak z ogródkiem. Trzeba go pielęgnować, żeby zamiast chwastów wyrosły w nim piękne kwiaty.

Bardzo to miłe, gdy dostaję od Was wiadomości, w których piszecie o tym, jak wpisami na temat moich osiągnięć, zrealizowanych celów czy spełnionych marzeń zmotywowałam Was do pracy. Dziękuję Wam, Kobietom i Mężczyznom, za wszystkie ciepłe słowa, bo interakcja z Wami bardzo pozytywnie mnie nakręca.
Czasem spotykamy się na ulicy i wtedy także padają pytania: „Jak tyś zrobiła tego Ajronmena?”.
Wtedy śmieję się w głos, a potem odpowiadam: „Też się siebie o to pytam!”.

A teraz poważnie.
Fakt.
Samo nic się nie zrobi, nic się nie wydarzy. W myśl zasady, która mówi, że albo ma się wymówki, albo wyniki, żeby nasze działania przyniosły rezultat, trzeba koło tego, mówiąc delikatnie, „trochę” pochodzić.
Rok temu o tej porze realizowałam 8/9 jednostek treningowych tygodniowo. Zdarzało się nierzadko 10.
Dziś policzyłam, jak wygląda to obecnie. Jeśli wykonam 5 treningów, to jest super wynik.
Różnica w formie – zabójcza. Oczywiście, że największe spustoszenie zrobiła kontuzja, ale, nie okłamujmy się, motywacja w tym roku jest spadkowa i to z dwóch powodów.
Pierwszy to taki, że noszę w sobie permanentny lęk przed narzuceniem sobie większej dyscypliny treningowej z obawy przed nawrotem kontuzji. Ci, którzy mieli problemy z Achillesem, wiedzą zapewne, o czym mówię.
Druga zaś przyczyna jest o wiele bardziej złożona. Wielu Ironmanów ostrzegało mnie przed tym stanem. Chodzi mi mianowicie o to, że podniosłam sobie poprzeczkę dość wysoko i teraz, po Ironmanie, liczne zawody, w których brałam dotąd udział, nie są dla mnie czymś „nowym”. Wyjaśnię Wam, zanim źle mnie zrozumiecie. Nieprzypadkowo mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Owszem, nadal mam zamiar i wielką ochotę się w nich sprawdzać, mam też wielką potrzebę rywalizować z innymi lub z samą sobą sprzed roku, ale generalnie, lubiąc adrenalinę i nieprzewidywalność, czuję, że chętnie posmakowałabym nowego sportowego wyzwania. I bynajmniej nie chodzi tu o zrobienie drugi raz Ironmana albo, co już też słyszałam od paru osób, podwójnego! Posiedziałam prawie całą jesień w domu, przyszła zima, za chwię przyjdzie przedwiośnie, a ja dumam nad konkretnym celem – co w 2019 mogłabym zrobić, czego dotąd nie zrobiłam?
Oczywiście, że chodzą mi po głowie górskie ultramaratony, chodzi mi nawet po głowie quadratlon, tylko czy o to tu biega? Może Wy podsuniecie mi jakiś oryginalny pomysł?
Tak czy siak, wierzcie lub nie, ale właśnie te dwie, skrajnie różne przyczyny moich obaw są powodem, dla którego aktualnie nie odczuwam maksymalnej radości z treningów.
Oby ten stan minął jak najszybciej. Być może ma to związek z pogodą, której nie znoszę – bo ni to zima, ni to co to?

Ale!
Jeśli jednak nic nie zrobię i nic się nie wydarzy, to i tak będzie pięknie, bo mądrzejśni mówią, że wszystko jest tak, jak powinno być. 🙂

A wracając do ogródka i motywacji, chciałam powiedzieć, że Wy mnie też bardzo motywujecie!

Jest Was, kobiet, które nigdy wcześniej nie bywały w klubach fitness, coraz więcej. Dwa dni temu w Bella Line Wellness Centrum Miedzyń wszystkie bieżnie były zajęte, a hitem była kolejka w łazience do kabin prysznicowych.

Dziś mi się okrutnie nie chciało. Wręcz wyparłam ze świadomości, że obiecałam sobie biegać po 7/8 km co dwa dni. A dziś przypadał właśnie ten, co drugi, dzień.

I gdy już coraz poważniej dumałam nad wieczorem, który mógłby przecież na przykład upłynąć pod znakiem seansu kinowego, nagle słyszę od mojej przyjaciółki, że idzie na 19:00 do Belli na obwodówkę.
Ona idzie, a ja nie?
O, nie!

I poszłam. I weszło na bieżni 8 km. I nic mnie tak teraz nie cieszy, jak świadomość, że wygrałam ze swoim wewnętrznym leniem.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.