Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Drodzy Czytelnicy!

Przed Wami pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania.

Zapraszam Was do lektury, przy okazji ogłaszając K O N K U R S!

Chciałabym, byście mieli wkład w stworzenie ciągu dalszego tej historii, podając w paru słowach/zdaniach na przykład motyw przewodni lub wprowadzając do niej postać/postaci, lub proponując jakieś zdarzenie. Ważne, by nie spalić opowiadania, pisząc zakończenie. Najciekawszy pomysł, który postaram się wykorzystać, kontynuując pisanie, nagrodzę prezentem – voucherem na kwotę 50 zł do pewnego fajnego sklepu. Możecie dzielić się swoimi myślami tutaj albo w prywatnej wiadomości.
Konkurs trwa do 17 lutego do godziny 22:00. Nazwisko autora pomysłu pojawi się za jego zgodą w moim komentarzu pod tym opowiadaniem 18 lutego. Całe opowiadanie – jak tylko najdzie mnie wena.

Z góry dziękuję za dzielenie się pomysłami.

Miłych wrażeń! 🙂

—————————————

Myślała, że o nim zapomniała. Myślała, że znajomość z nim wyparła z pamięci. Ma sześćdziesiąt sześć lat i wszystko, co przepełnione intensywną wonią życia, już za nią.
Tak myślała.

Dawno nie była w kościele. Z rzadka przepełnia ją tęsknota za atmosferą, która w nim panuje. Dziś, pierwszy raz od paru lat, postanowiła uczestniczyć we mszy. Sobotnie popołudnie pochylało się ku zmierzchowi, gdy nagle owładnięta potrzebą obcowania z Bogiem, postanowiła udać się do najstarszego w mieście kościoła. Pachniało późnym latem. Miała ochotę się przespacerować. Idąc ulicą, patrzyła w niebo, które zasłonięte chmurami, przybrało nienaturalnie ciemną na tę porę roku barwę. Za chwilę będzie burza. Może zdąży przed nią uciec? Przyspieszyła, licząc w myślach kroki i przy trzysta dwudziestym dziewiątym pogubiła się. Od początku. Trzeci już raz, a to jej się raczej nie zdarzało. Trudno jej dziś było się skupić. To z pewnością przez zmęczenie. O czym w zasadzie myślała? Może o tym, że chce być już we wnętrzu świątyni? Tak. Jak najszybciej, bo boi się grzmotów. A może o dziwnym śnie, z którego wybudziła się nad ranem i przez niego nie mogła zasnąć? Tak. O nim również. A także o zapodzianej gdzieś broszce po dawno zmarłej teściowej i filmie emitowanym nocą, w którym łóżkowe sceny pierwszy raz od dłuższego czasu rozbudziły jej fantazję.

Uwielbia zapach starych sakralnych pomieszczeń i chyba ta potrzeba dziś ją tam pchnęła. Mają w sobie coś metafizycznego, coś, co przypomina jej dzieciństwo, a jednocześnie kojarzy się ze śmiercią. Jest od zawsze agnostyczką, ale stare kościoły mają w sobie fascynującą tajemnicę, której nigdy nie potrafiła zgłębić. Dawno temu uznała, że nie umie się modlić, ale w żadnym razie nie przeszkadzało jej to w uczestniczeniu we mszy. Stan kontemplacji, w który się wprowadzała, siedząc wokół śpiewających, przeżywających, modlących się był jej dziś potrzebny bardziej niż rozmowa telefoniczna z wnukiem, którą od lat co drugi weekend prowadzi, czy pogawędka z serdecznymi sąsiadkami spotkanymi na schodach kamienicy, w której mieszka od blisko ćwierćwiecza.
Od pięciu lat jest wdową. Stara się poukładać sobie życie na nowo, ale nie bardzo potrafi. Jest jakby zawieszona w próżni. Patrzy na swoje życie niczym ptak spoglądający z góry na świat, zdający się nie dostrzegać szczegółów, dopóki nie usiądzie na gałęzi, na linii energetycznej, na dachu budynku. On lata, a ona lewituje. Gdy ptak fruwa, widzi dywany pól, połacie lasu, łaty kolorowych dachów. Podobnie ona, patrząc wstecz na minione lata, widzi zamazany obraz błogiego dzieciństwa, beztroską młodość, udane małżeństwo, piękny okres macierzyństwa. Nie dostrzega szczegółów, bo z biegiem czasu zamazały się. Nie widzi tego, że była źle traktowana przez ojca, bo nie spełniała jego oczekiwań, ani tego, że była odrzucana przez rówieśników, bo uczyła się lepiej niż oni. Nie przywołuje przykrych zdarzeń związanych z tym, że niezliczoną ilość razy czuła się samotna, mając u boku męża, a także nie chce pamiętać, jak wstydziła się za swoją córkę. Starość to ma właśnie do siebie. Nie pamięta złego, wybacza przykrości, ból wymazuje ze wspomnień.

Tylko że ona nie czuła się stara. Siwe włosy pokrywały jej skronie, zmarszczki wyżłobiły bruzdy na czole i policzkach, ale jej spojrzenie było ciągle pełne blasku i młodzieńczej wręcz świeżości. Nie należała do wysokich kobiet, ale chodziła zawsze wyprostowana, co dodawało jej elegancji. Miała ciekawą barwę głosu i, za każdym razem wychodząc z domu, uszminkowane usta.

Gdy wchodziła do przedsionka kościoła, jej myśli krążyły wokół snu, z którego wybudziła się jeszcze przed świtem.

Była w nim naga. Wchodziła do spokojnego jeziora, a ryby podpływające do niej, ocierały się subtelnie o jej ciało. Zanurzyła ręce w wodzie, by móc je pogłaskać. Czuła pod palcami ich śliskie łuski. Zabawa trwała dłuższą chwilę, gdy nagle do jej uszu dotarł głośny dźwięk męskiego głosu. Nie zrozumiała, co mówił rybak, którego zobaczyła w oddali. Akurat zarzucił wędkę, a ryby, które jeszcze przed chwilą pieściły jej nagie ciało, posłusznie odpłynęły w jego stronę.

Przypomniało jej to, nie wiedzieć czemu, obraz pasących się na hali owiec, które, oszczekane przez owczarka, ze spuszczonymi łbami grzecznie wracały do juhasa.
To było ponad czterdzieści lat temu. Była wtedy z nim w Tatrach. I była bardzo szczęśliwa.

Ze wspomnień wyrwał ją nagle dźwięk dzwonków rozpoczynających nabożeństwo.

Zamoczyła koniuszki palców w kropielnicy i weszła do świątyni.

fot. Paweł Malinowski fotograf

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.