Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Zastanawialiście się kiedyś, czy może boleć coś, co jest puste w środku?

***

Pojechała taka jedna na szoping. Tzn. po jedną rzecz. Kolczyki. Wiszące takie sobie wymarzyła. Widziała u koleżanki i sobie postanowiła – te i żadne inne. Ma dwie godziny. Zdąży jak nic. W końcu jedzie tylko po kolczyki i nawet wie, po jakie. Z palcem w nosie obskoczy temat. Idealnie się składa, bo potem ma korepetycje. Zarobi sobie na nie. Dawno nic sobie nie kupiła.
Kierunek – Wzgórze Wolności. Była tam ostatnio przed wakacjami, więc doskonale pamięta, że w galerii znajdują sklepy z biżuterią taką a’la złota i a’la srebrna. Nienawidzi centrów handlowych. Dostaje spazmów, jak ma tam spędzić więcej niż parę godzin, a o zakupie kilku rzeczy nawet nie chce myśleć. Czemu nie lubi? Hm. Podświadomie czuje niepewność… Tym razem jednak jest inaczej.
Jedzie tam tylko po kolczyki. Optymistycznie nastawiona na dwugodzinną przygodę zmierza do galerii swoim małym samochodzikiem. Wjeżdża na pierwszy poziom i uświadamia sobie, że nie zagrzeje tu długo miejsca, bo dla jej auta nie ma parkingu. Wjeżdża więc na poziom drugi, robi rundkę i dochodzi do niej, że tu też nie zostawi kluseczki. Jedzie na poziom trzeci. Ha! Coś jest. Tak. Widzi miejsce z daleka po prawej stronie. Tyle że gdy podjeżdża bliżej, zdaje sobie sprawę, że nie wjedzie, bo jakaś dziunia stanęła niemal na 1/3 jej stanowiska. Wycofuje się i pokonuje kolejny odcinek w nadziei, że coś znajdzie. Jedzie powoli, powoli, tak powoli, że nagle słyszy, że ktoś za nią trąbi. Przyspiesza zatem i w tym momencie dostrzega, że przejechała wolne miejsce. Postanawia zjechać na poziom drugi, żywiąc nadzieję, że tym razem się uda. Mija parędziesiąt aut po lewej i prawej stronie i nagle ma! Jest dla niej miejsce. Szybko, bo już minęło 35 minut. Zostało na zakupy tylko 55. Lubi takie ekspresowe zakupy. Ona to jest jednak fajna babka. Rachu ciachu i cyk – zaraz będzie po sprawie. Wszystko załatwi bez większego zastanowienia. Wejdzie, kupi i wyjdzie. Zawsze tak jest (no, może prawie) i tym razem na pewno też tak będzie. Wchodzi na wielki hol. Poziom jakiś tam. Zapamiętuje, że tu sklep taki i taki. Kierunek – w lewo. Idzie i szuka wzrokiem odpowiednich sklepów. Do innych nie wchodzi, bo nie będzie się dekoncentrować. Ale… momencik, momencik. Tylko wejdzie na chwilkę do jednego, bo fajne przeceny. Na chwileczkę dosłownie. Szpera przez trzy minuty, ale rezygnuje. Zdecydowanie następnym razem. Szybko wychodzi i idzie dalej. Idzie i idzie w poszukiwaniu sklepu z biżuterią i nagle dociera do niej, że przecież była tutaj, bo mija znowu sklep, który usytuowany jest na wprost wyjścia z parkingu. To zwiastuje, że daru orientacji w terenie ma tyle, co kot napłakał.
Szybko decyduje, że nie wraca tam, skąd przyszła, tylko idzie w przeciwną stronę. Na szczęście jest sklep, którego szuka. Są takie kolczyki, jakie chce. „Ile? Cooo? Zgłupieli chyba”. Wychodzi. Już wie, w którą stronę ma iść. „Powariowali z tą ceną”. Maksymalnie może zapłacić połowę. Namierza drugi sklep. „Jakie piękne, ale wolałaby takie, tylko w kolorze złota. Nie ma? Może jednak? Ech. Trudno”. Wychodzi.
Robi kółko. Lokalizuje schody. Zaraz nimi pojedzie na górę, ale jeszcze nie teraz, bo wchodzi do kolejnego sklepu. Ale tu nie ma nic ciekawego. Nic a nic. 40 minut. Jedzie. W oddali widzi sklep, do którego się uda. Wie, czego szuka. Nie trzeba do tego ekspedientki. Cel jest blisko. „No, tak, niby są, ale to jednak nie do końca o takie chodziło. Aaa, te też w sumie ładne, ale tamte w tamtym sklepie zdecydowanie ładniejsze”. Wychodzi. Idzie dalej. Jest jeszcze jeden sklep, do którego wchodzi. „Szalenie duże odległości dzielą te sklepy od siebie”. Przymierza i widzi w lustrze, że kropelki potu wystąpiły na jej czoło. Pani mówi, że ach i och, ale jej coś w nich jednak nie pasuje. „Mówi pani? Proszę mi dać chwilę. Rozważę”.
Z prędkością światła robi kółko na tym poziomie. Decyduje się chyba jednak na tamte z tego sklepu, gdzie nie było złotych. Zobaczy tylko jeszcze jeden sklep na najniższym poziomie. Jedzie tam szybciutko schodami. Co? Zostało tylko 20 minut? Wszystko przez ten parking.” Spieszy się. Jest już bardzo spocona. I bardzo jej ciepło. Trudno się dziwić. Niemal biegnie. Zaraz zaraz. Ona tu już była. Ech. No tak, bo przecież schody są dwuczęściowe. Na najniższy poziom trzeba pojechać schodami usytuowanymi prostopadle do tej linii pasażu. No dobrze, ale skoro już tu jest, to może nie warto zjeżdżać na sam dół? Idzie bardzo szybkim krokiem. „Co za nonsens, żeby te schody były tylko między dwoma piętrami. Nie mogli zrobić od razu na sam dół?”. Decyduje się zjechać jeszcze jeden poziom, bo pamięta, że na nim jest jednak sklep, do którego warto zajrzeć. Zaczyna się nerwowe spoglądanie na zegarek. Tylko szybko zobaczy, bo właściwie ona już ma upatrzone kolczyki. Weźmie te srebrne. Chociaż tamte w tamtym sklepie, w którym ekspedientka ją przekonywała, że byłby to świetny zakup, bo pasują idealnie, też nie dają jej spokoju. One chyba były na drugim poziomie. Oj, nie! Na trzecim. Tak. Na trzecim. Zostaje 10 minut na podjęcie ostatecznej decyzji. W sumie po co iść do sklepu na najniższym poziomie, skoro już wie na pewno?
Energicznie odwraca się o 180 stopni i postanawia. Bierze jednak te, które zachwalała sprzedawczyni. Idzie w stronę schodów, które zawiozą ją na poziom, na którym one na nią czekają. Czyli na drugi poziom, prawda? Tak czy nie? No pewnie, że tak. Idzie do niego tak pewnie, jakby niczego w życiu bardziej pewna nie była. Idzie i idzie. 2 minuty zostały. Zaraz kupi i wychodzi. Idzie. I doszła. Do schodów, które ją tu zawiozły. Gdzie jest do cholery ten sklep? Już powinna właściwie stąd ruszać. Ja pierniczę! Ja pier-nie-czę!!! Gdzie jest ten sklep? I nagle olśnienie! No pewnie, że nie na tym piętrze, tylko wyżej. Tyle że już nie ma czasu. Szybko więc decyduje, że skoro wie, jakie chce kolczyki, podjedzie po nie jutro, jak tylko skończy pracę. Tymczasem pędzi na parking. Zostało 15 minut. Będzie na styk. Leci do auta. To była strefa parkingu oznaczona kolorem czerwonym. Tak. Czerwona B. Chociaż moment. Czerwona to była ta wtedy, gdy za pierwszym razem próbowała się wcisnąć obok tej dziuni. Czyli nie czerwona, a pomarańczowa. Tak. Ależ ona głupia! Haha. Przecież oczywista sprawa, że pomarańczowa. Matko Boska! Tylko jest jedna kwestia – gdzie jest ta cholerna pomarańczowa kolumna? I czy na pewno B? Bo niby czemu B? Jest mokra jak szczur. Na dodatek dzwoni telefon.
– Może pani otworzyć drzwi? Domofon nie działa.
– Posłuchaj, będę za 15 minut.
– Bo, widzi pani, ja dziś tylko na 45 minut, bo angielski mi przełożyli.
– Zadzwonię za chwilę.
– Dob…

Jest załamana. Opuszcza ręce w geście rezygnacji i zaczyna beczeć. Co za beton. Tego się kompletnie po sobie nie spodziewała. Jest już tak zrezygnowana, że ma ochotę usiąść na środku ulicy, gdy nagle dostrzega ochroniarza. Tłumaczy mu co i jak. „Co pani pamięta?”, „Nic”. Czuje się jak na przesłuchaniu. Wyjaśnia, używając do tego wszystkich rąk – co pamięta, a czego nie pamięta w temacie parkingu i jej auta. Po 15 minutach lokalizują zgubę. Auto stoi, owszem, po tej stronie, ale za ścianą. Kompletnie się nie spodziewa, że je tu znajdzie. Wyglada to tak, jakby ktoś jej ten samochód przeparkował. Gdyby się zarzekła i „Daję sobie ręce uciąć, że na pewno stanęłam tutaj”, a by dała, nigdy by już nie mogła kierować, bo jak bez rąk miałaby to robić?
Będąc w aucie spojrzała na zegarek. Zadzwoniła po kwadransie do ucznia. Przeprosiła. „Zapraszam jutro, pasuje Ci godz. 17?”. Niestety, nie pasuje ani jutro, ani pojutrze. Będzie za tydzień. A ona przeprowadzi lekcję za darmo, bo jak w tej sytuacji zrobić inaczej?

Wróciła z szopingu – na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego. Stratna finansowo. Zraniona podwójnie jak po bitwie z przyjacielem, który zdradził i okazał się największym wrogiem. Nic jej nigdy tak nie utwierdziło w przekonaniu, że nie ma prawdziwszej prawdy od prawdy zawartej w porzekadle:
„Chcesz być piękna, to cierp”, jak dzisiejszy wypad na szoping.

A nade wszystko odczuwa najwyższy poziom rozczarowania i zawodu, co w konsekwencji daje kombinację głębokiej frustracji i bezdennego przygnębienia.

A wszystko przez dwie malutkie dziurki w uszach.
Puste w środku.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.