Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Dzień zaczęłam od zrobienia synowi kanapek do szkoły.
Nie wiem, jak jest u Was, ale w moim przypadku, gdy czynność tę wykonuję dziewiąty rok, nie ukrywam, muszę przeganiać rutynę. Urozmaicam więc kanapki a to ogóreczkiem, a to kabanosikiem, a to rzodkieweczką. 😉 Czasem zrobię Janowi przyjemną niespodziankę, robiąc mu chleb z czekoladą. Sama nazywam to śniadanie kanapkami na lenia, bo cyk cyk i zrobione. Zdarzają się rzadko, czyli wtedy, gdy uda mi się zdążyć przed opróżnieniem słoika.
Dziś natomiast postawiłam na szynkę. Spory kawałek nawet. Smaczna, staropolska, chudziutka taka. Oboje lubimy. Świeży ogórek zrobi dodatkowo robotę. Będzie Jankowi smacznie.
Rozpakowałam więc ją z folii i ukroiłam kilka plastrów. Mniam. Muszę przygotować dużo sznytek, bo jeszcze lodowisko, a obiad w szkole dopiero po powrocie.
Dumanie o kanapkach przerywa telefon. Patrzę na zegarek, rozmawiam, kończąc smarować chleb masłem. Za kwadrans syn wychodzi do szkoły. Pojawia się w kuchni, o coś pyta. Nie słyszę, więc zakrywam ręką telefon. Dialog w stereofonicznym wydaniu prowadzi do tego, że syn, stojąc przede mną, coś pokazuje na migi, a ja odpowiadam: „Pogadamy potem”. Oczywiście Jan odwraca się na pięcie, myśląc, że mówię do niego. Wołam go, kończąc robienie śniadania. Wariatkowo.
Szynkę zawijam w folię aluminiową, bo woreczki muszę dopiero kupić, a parę pudełek akurat jest w zmywarce. Kanapki odruchowo chowam do lodówki, resztę pieczywa postanawiam zamrozić.
– To miłego dnia, synu! Idę pod prysznic. Uważaj na siebie. Widzimy się po południu – ciągnę na jednym wydechu, stojąc w drzwiach syna pokoju.
– OK.
– Aha, kanapki są w lodówce. Nie zapomnij. To pa.
– No pa.

Mijają dwie godziny. Dostaję SMS.

„Aha. Mamo, to co leżało w lodówce i mówiłaś ze to kanapki to to jest szynka. Fajnie. 🤪

Bosz!
Biedny mój synuś – taka była całkiem pierwsza, jak pershing przybyła do mojego mózgu, myśl.
Natomiast niemal jednocześnie, ułamki sekund po pierwszej, pojawiła się druga i zrobiła mi poranek do tego stopnia, że nawet teraz, pisząc to, jeszcze rżę!

Powiecie może „Co z niej za matka!”, ale jak sobie zwizualizowałam moment rozpakowania przez syna zawiniątka, właśnie wtedy, gdy otoczony jest wianuszkiem znajomych podczas przerwy, to oplułam telefon ze śmiechu, a łzy chlapały jak w kreskówkach.
Tak że ten.
Najważniejsze, że Jan nie będzie głodny, bo kasę na jedzenie ma. Serce by mi pękło, jakby miał czuć głód do popołudnia.

Pytanie tylko, gdzie schowałam kanapki?
Jak to gdzie. Do zamrażalnika.

Smacznego piątku!

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.