Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Odnosiło się wrażenie, że nie lubiły jej wszystkie kobiety. Nie nosiła wcale głowy wysoko. Po prostu tylko się nie uśmiechała, nie nawiązywała kontaktu. Wszyscy jakoś tak wspólnie – na ognisku razem, wieczorki taneczne, wiadomo, pełna integracja, w restauracji hotelowej też jakoś tak w grupki lub po dwie pary, a ona nieobecna myślami. Ewidentnie nie pasowała do społeczności kuracjuszy. „Jakby za karę tu przyjechała” – gadały o niej inne baby.

Bo warto dodać, że piękna była. Wszystko na miejscu, że tak powiem, jak z żurnala, mucha nie siada. Wklęsła wzorcowo, wypukła tym bardziej. Taki to typ był, że aż trudno uwierzyć, że odbija jej się po jedzeniu albo że ma wzdęcia. Podczas posiłków siedziała przy stoliku obok pary z dzieckiem. Też nic. Milcząca.

Wysoka, usta pełne, lekko rozchylone, więc tym bardziej nie zaskarbiła sobie sympatii kuracjuszek. Oczywiście tylko ich. Uważana była przez płeć piękną za rysę na szkle wczasów, za piąte koło u wozu i w ogóle za niefortunny zbieg okoliczności, że akurat na tym turnusie. Twierdziły, że nie pomagała swoim jestestwem w zmianie do niej nastawienia. Dziwne to w sumie. Bo choć była pociągająca, nie była wyzywająca. Nie reagowała na zaczepki mężczyzn, nie spoufalała się z żadnym. Ale wystarczyło, że baby widziały, jak oni na nią patrzą. Ukradkiem, ale tak, że trzeba było być ślepcem, żeby nie domyślić się, jakie robi na nich wrażenie. Jedyne w swoim rodzaju. „Ja? Przestań robić sceny!” „Ona nie jest w ogóle w moim typie”. „Proszę cię, przecież wiesz, że tylko Ty mi się podobasz”. Z lęku przez brakiem atencji z ich strony stała się dla kobiet już po paru dniach pobytu obiektem drwin i kpin.

***

To musiało być mniej więcej w połowie turnusu.
Tego dnia zaplanowany był wieczorek integracyjny. Dancing to się wtedy nazywało. Już na kolację wszyscy przyszli wystrojeni. Upał niemiłosierny. Panowała na stołówce miła atmosfera. Wczasowicze już się poznali, rozmawiali o wieczorze, paru panów było nawet na tę okoliczność lekko „przygotowanych”. Nie było tylko Jej. I kobiety to szybko zauważyły. Czuły się jakby swobodniej, pewniej siebie. Mimo że ufryzowane, wyszykowane, wypachnione, nawet w połowie nie dorównywały jej klasą, wdziękiem i aparycją. A przede wszystkim urodą. I wiedziały o tym doskonale.
Aż tu nagle do restauracji wchodzi Ona.
Jest olśniewająco piękna. Ma delikatną, zwiewną sukienkę. Z jedwabiu. Taką dłuższą, za kolano. Rozpuszczone kasztanowe włosy, delikatnie podkręcone, opadają na gołe ramiona. Szpilki z odkrytymi palcami i piętą odsłaniają jej zgrabne stopy. Sukienka w kolorach pawiego pióra jest tak szyta, że gdy idzie, odsłaniają się jej opalone łydki i kolana. Głowy odwracają się w jej stronę, a Ona kroczy, jak w zwolnionym tempie, lekko, swobodnie, właściwie prawie frunie. Podchodzi do baru. Chwilę trwa, zanim nałoży sobie jedzenie.
Do wczasowiczów dociera, że Ona też pewnie dziś zdecydowała się przejść na wieczorek taneczny. Panowie, jakby, ten tego, drapią się po brodzie, odganiają myśli, pochrząkują spłoszeni tym, jakie obrazki przychodzą im do głowy. Panie z kolei zerkają już tylko ukradkiem w jej stronę. Szybciej jedzą, nie mają nagle ochoty kontynuować rozpoczętej rozmowy. Zmarkotniały. Już nawet niektórym odechciało się iść na tańce. Cicho i smutno się zrobiło.

Tymczasem Ona z tacą w dłoniach kieruje się w stronę swojego stolika. Musi obejść bar i odwrócona plecami do reszty przejść kilkanaście metrów.
Niektórzy już w blokach startowych czekają na to, aż się odwróci. Czy ma gołe plecy? Czy z tyłu wygląda równie pięknie jak z przodu?
I w tym momencie oczom wczasowiczów ukazuje się widok, którego nikt, absolutnie nikt się nie spodziewał.
Nasza piękna bohaterka nim przyszła na kolację, musiała być w toalecie. Po załatwieniu potrzeby fizjologicznej podciągnęła bieliznę, ale tak niefortunnie, że tył materiału wszedł pod jej majtki. Nie wiedziała zatem o tym, że zamiast widoku pięknej sukienki falującej na jej zgrabnych pośladkach, biodrach i nogach, oczom kuracjuszy ukażą się zwykłe gacie!
W barze najpierw dało się słyszeć pojedynczy tłumiony resztkami sił śmiech kuracjuszki. Za chwilę jednak słychać już było podobny z drugiego końca sali. O, i tu także ktoś rechocze. I to jak! I ci państwo też się śmieją? Śmiech rozprzestrzenia się jak zaraźliwa choroba. Tam ktoś rży bez opamiętania, by niemal w tej samej chwili zaczął wtórować mu głos z sąsiedniego stolika. Śmieją się niemal wszyscy. Nawet ci najbardziej oporni. Ale oni właściwie nie śmieją się z niej, tylko z innych kuracjuszy, a głównie kuracjuszek. Bo to one są najgłośniejsze. Mężczyźni poddają się temu bez namysłu, ale kobiety robią to z pełną premedytacją.
Nie śmieje się tylko obsługa hotelowa.
I Ona się nie śmieje.
Dostrzega jednak, że wczasowicze zachowują się inaczej niż zwykle. Jest nawet zmieszana, ale stara się tego nie pokazywać. Siada na swoje miejsce, ale rechot nie ustępuje. Rechoczą nawet ci, którzy siedzą z nią przy stoliku. Bardzo się powstrzymują. Tyle że nie bardzo im to wychodzi. Rozumiem ich w pewnym sensie. Wiem, jak to jest, że czym bardziej nie wolno lub nie wypada się śmiać, tym trudniej jest się powstrzymać.
I wtedy przerywa to pewna dziewczyna. Wyglądała na 14 lat. Podchodzi do niej i szepcze jej coś na ucho. Tamta zrywa się niczym ptak do lotu, poprawia sukienkę i znika w restauracyjnych drzwiach.

Nie pojawiła się ani na wieczorku, ani na śniadaniu. Wyjechała.
Baby odetchnęły z ulgą. „Dobrze jej tak. Ma za swoje” – gadały.

***

I choć to groteskowa sytuacja, na swój sposób zabawna, pokazuje ludzką naturę. Sąd skorupkowy wydał wyrok. Wyeliminował niepasującą do reszty osobę jakby była klockiem z innej układanki. Ostracyzm pełną gębą – jedzenia z kolacji.
Historia wydarzyła się ćwierć wieku temu, a tą nastolatką byłam ja.

fot. Paweł Malinowski fotograf

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.