Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Znacie tego Pana? 
Tak, tak. To Robert Stępniak – organizator 
Triathlon Polska – Bydgoszcz Borówno.

To w Jego zawodach brałam udział w ubiegłym roku w sierpniu i to dzięki udziałowi w tychże zawodach na pełnym dystansie Ironmana uzyskałam tytuł „kobiety z żelaza”. Ale nie o tym będzie ten wpis. 
Robert w ubiegłym roku zrobił coś, co w moim przekonaniu jest wyczynem, z którym moje osiągnięcie w ogóle nie może się równać. 
Przez trzy tygodnie podczas samotnej wędrówki człowiek mający na swoim koncie wiele maratonów i triathlonów przeszedł całą Polskę! Tak. Przeszedł ją o własnych nogach od Helu po Rysy. Ponad siedemset kilometrów sam samiusieńki! 
W trakcie marcowej wyprawy spisywał swoje przeżycia, a potem zamknął je w dzienniku podróży, którego miałam przyjemność parę razy przeczytać, nim został wydany w formie książki. 
Dzięki naszej współpracy pierwszy raz oficjalnie byłam odpowiedzialna za korektę publikacji. 
Czytając jego dziennik, czułam jakbym wędrowała wraz z Robertem. A moja z nim „edytorska podróż” miała miejsce zimą, czyli w czasie, gdy zmagając się z kontuzją, nie wolno mi było nawet maszerować. 
Stępniak dzieli się z czytelnikiem swoimi przemyśleniami w sposób bardzo sugestywny, zachowując przy tym swobodę i naturalność. Jest autentyczny, a to w znaczącym stopniu stanowi o sile przekazu. Robert przeżył przygodę, która jest dla mnie czymś absolutnie niebywałym. Opisuje mnóstwo nieznanych nam miejsc, spotyka nietuzinkowych ludzi, wspomina wiele przygód związanych z udziałem w różnorakich zawodach, ale przede wszystkim poznaje siebie. 
Dziś, trzymając w dłoni książkę autorstwa Roberta, odczuwam ogrom satysfakcji. Dzielę radość z człowiekiem, który swoim wyczynem niezwykle mi zaimponował. Miłe, że mi zaufał. Nie jest to może korekta na miarę wysokonakładowych publikacji „wow”, o czym świadczy choćby fakt, że przeglądając dziś książkę, natknęłam się na kilka edytorskich chochlików. 
– Robert, czyżbym nie zauważyła tu i tam przecinka? 
– Nie przejmuj się. Dopisałem coś jeszcze. Tu i tam. 
– No to pięknie! – i wtedy musiałam założyć okulary przeciwsłoneczne, bo blask usterek raził mnie bardziej niż słońce w górach zimową porą (co zrzucam na karb zawodowego zboczenia). 😉 
– Aaa, i chyba zapomniałem dać ci do poprawy wstęp… 
– Haha. Wolałabym o tym nie wiedzieć. 
A na koniec, gdy już wszystko obgadaliśmy, Robert spytał: 
– To kiedy ty wydajesz swoją książkę? 
– Hm. Mam już sporo materiału. W zasadzie idealnie zamknie się on w zbiorze opowiadań. Potrzebuję tylko… mocnego kopa.
– Mamy zaraz maj. To co? Masz czas do końca wakacji! Wierzę w ciebie i trzymam kciuki! 
– Nic nie dzieje się przypadkiem. To, że miałam dziś okazję przysłuchać się, jak powstała twoja książka, tym bardziej nim nie jest.

Robercie! Bardzo Ci gratuluję i tylko nie wiem, czego bardziej – czy wyczynu, czy książki.

A Was, Drodzy, serdecznie zapraszam do lektury „Pieszo przez Polskę. Dziennik podróży”. Jak ją nabyć?
Oczywiście życzę autorowi, by można było ją kupić tylko w dobrych księgarniach. Póki co zachęcam Was do kontaktu z organizatorem Triathlon Polska.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.