Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Rzadko na moim blogu pojawiają się zdjęcia i wpisy, których bohaterem jest mój Syn. Dlaczego? Bo szanuję jego decyzję o tym, by o nim nie pisać lub nie publikować jego wizerunku. Nawiasem mówiąc, ukrócił mi źródło niewyczerpanej inspiracji…
Tym razem jednak będzie inaczej. Mam jego pełną zgodę.
Jak powszechnie wiadomo, nastolatka nie jest łatwo przekonać do czegokolwiek. Czegokolwiek, co nie jest jego lub jego idoli pomysłem. Myślę z perspektywy czasu, że żaden okres mojego macierzyństwa nie uczył mnie takiej cierpliwości, co ten, który obecnie przeżywam. Tym bardziej więc chcę się z Wami podzielić naszym rodzinnym, małym wielkim sukcesem.
Od dwóch tygodniu było z moim dużym dziecięciem ustalone, że w ferie idziemy do kina na „Cudownego chłopaka” (nie oponował), na Torbyd, na dobre jedzenie, no i że w ogóle coś gdzieś razem. Graniczy z cudem zachęcić 15-latka do czegokolwiek „razem”, a już tym bardziej do filmu, który jest poza jego repertuarem, bo przecież nagle to sobie uświadomił. Tym bardziej odczuwam ogrom satysfakcji, że udało mi się go w końcu nakłonić na wspólne wyjście. A zaznaczę, że pertraktacje trwały cały poranek.
„A co to za film?, A czemu na ten?, A czemu nie możemy iść na „Czarną panterę”?, A czemu to Ty zdecydowałaś?, A co wiesz o tym filmie?” to tylko niektóre z pytań, którymi zostałam poczęstowana w trakcie śniadania.
Znużona odpowiedziami, wysunęłam broń największego kalibru.
– Kuba (mój brat i Janka największy autorytet) zawsze mówił, że jak na Filmwebie film osiąga noty powyżej 7/10, jest warty zainteresowania. Zobaczmy, ile ma, OK? Jeśli poniżej 7, idziemy na inny, dobra?
No i pojechaliśmy do kina na „Cudownego chłopaka” – film miał ocenę 7.9. W drodze do kina nie obyło się, rzecz jasna, bez docinek.
– Tata jakoś szybciej zatrybił, że chodzenie gdzieś z Wami jest, no takie, mech.
„Jeden, dwa, trzy, dziesięć”.
– Jak Ci kiedyś umrę, to wtedy zrozumiesz, jak mnie ranisz takimi słowami.
– Jesu, mamo, przestań. Ty mnie w ogóle nie rozumiesz.
– Fakt. Nie rozumiem i nawet nie próbuję, bo, jak to mawiał Twój dziadek, korona Ci z głowy nie spadnie, jeśli raz na sto lat Ty zrobisz coś dla mnie. A poza tym, masz mnie chyba za ostatnią ignorantkę, sądząc, że wybrałabym film, który by choć trochę Cię nie zainteresował.
Milczenie.
Przez pierwsze pół godziny siedział nadundany z rękoma założonymi na piersi, co nie tylko psychologowie, ale i wszyscy rodzice na świecie odczytują jednoznacznie. Chichotał z głośno śmiejącej się kobiety, która przyszła do kina, ironicznie skomentował, że to film o piątoklasistach, a on chodzi do II klasy gimnazjum (co należy odczytać tak, że przecież za chwilę robi maturę). Innymi słowy, masakra. Przeszła mi nawet przez głowę myśl, że mam syna wystruganego z drewna.
Akcja się rozwijała, a wraz z upływem czasu zaczął się Syn mój powoli otwierać, reagować, a nawet być słyszalny! Co prawda nie beczał, jak ja, rzewnymi łzami, ale po tym, co usłyszałam w aucie, film dotknął jego najczulszą strunę. Tak czy siak, jeszcze nie wyszliśmy z kina, gdy padło pytanie:
– Mama, i co? Podobało Ci się?
– A Tobie?
– Ja byłem pierwszy!
– Tak, Synu, podobało.
– A jaką ocenę byś mu wystawiła w skali od 1 do 10?
– 8.

Umówmy się – amerykańska, lekko przesłodzona produkcja, która ma tyle samo plusów, co minusów. Tyle że głośno tego nie powiedziałam, bo i po co.

– A wtedy, jak byli na tym holu, to dobrze, że tamten mu przywalił, nie? – kontynuował Janek.
– Ja bym to inaczej rozegrała.

W drodze do restauracji buzia się dziecku nie zamykała. Przeżywał sytuacje, analizował zachowania bohaterów, przywoływał sceny. Niewiele mniej trajkotał w trakcie obiadu. Akurat jedliśmy, gdy zadzwonił jego ojciec, a że syn mój na całe szczęście respektuje matczyne zarządzenie, by rozmów telefonicznych w trakcie konsumpcji nie uskuteczniać, oddzwonił do taty, gdy jechaliśmy już do domu. „No, podobał mi się. Serio. Nawet już myślałem, że się wzruszę, bo było kilka momentów naprawdę takich wiesz, ale powstrzymałem się”.
Pomyślałam sobie wtedy, że ostatnie, czego bym sobie życzyła, to tego, by Syn mój wstydził się łez.

Pojechałam na trening, a gdy z niego wróciłam, przywitał mnie w drzwiach klasycznym „Jak było?”, po czym kręcąc się po kuchni, nieoczekiwanie wrócił do naszego tematu:

– Wiesz, mamo, podobał mi się ten film.
– Serio? A co szczególnie?
– Reakcje tych ludzi.
– Aha. I coś jeszcze?
– No, ostatnia scena też była super.
– Hm. A jakiś wniosek może z dziś wyciągnąłeś?
– Taki, że nie należy oceniać ludzi po wyglądzie.
– Aha. I jeszcze coś?
– Oj, mama.
Uśmieszek na jego twarzy jasno wskazywał, że doskonale wie, do czego piję.
– No co? Przejdzie Ci to w końcu przez gardło?
– Już OK. Dzięki, że mnie przekonałaś.
– A ja dziękuję, że ze mną pojechałeś. A jaką ocenę byś dał temu filmowi?
– 8.5/10.
– Ooo. To wyżej niż na Filmwebie i jeszcze wyżej niż ja.
– Tak.

Po czym hyc do swojej norki.

Cudowny chłopak.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.