Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Dostałam wczoraj różę. Niedużych rozmiarów, żółtą, świeżą, ze zgrabnie ściśniętymi płatkami. A że planowałam po tym, jak ją otrzymałam, iść jeszcze do sklepu, na lody, a potem na trwający dwie i pół godziny egzamin, wiedziałam, że ją tym uśmiercę. Przewidując, że nie przeżyje pięciu godzin bez wody, przekładana z ręki do ręki, ocierana o siedzenie w tramwaju, ławkę w sali egzaminacyjnej, potem o płaszcz czy torebkę w autobusie, postanowiłam, że w trakcie spaceru po prostu ją komuś dam, przedłużając jej tym samym żywot. Muskana promieniami nieśmiało wyglądającego zza chmur popołudniowego słońca, uśmiechnięta do swoich myśli, szłam ulicą Focha, gdy zobaczyłam z naprzeciwka parę młodych ludzi. „Przepraszam, weźmie pani ode mnie tę różę? Bo dostałam ją przed chwilą, ale w domu będę dopiero wie…”. „Nie, nas też nie będzie, przepraszam, ale nie, hehe (nerwowy śmiech)” – rozbrzmiał głos tej kobiety. Mówiąc to, dziko wywracała oczami. Ze zmieszania? Spojrzała na mnie i przez ułamki sekund nasz wzrok się spotkał. „Jakaś wariatka” – to wyczytałam w jej oczach. Głupio się poczułam, nawet się za nimi nie odwróciłam. „Hm, może i bywam szalona, ale akurat ten gest o tym przecież nie świadczył…”
Z różą w dłoni przeszłam obok Manekina. Przez chwilę miałam myśl, że tak pewnie czuje się myśliwy na polowaniu albo moje dziecię grające w ukryciu przede mną w gry od 16 lat, w których zabija się typów spod ciemnej gwiazdy niespodziewających się ataku na środku ruchliwej ulicy. Co za śmieszna sytuacja. Polowanie na ofiarę, która zaopiekuje się moją różą!
I gdy tak sobie maszerowałam zadumana, moim oczom ukazała się para krzepkich staruszków. Stali na środku, ustalali, w którą stronę się teraz udadzą. „No” – pomyślałam – „Nareszcie”. „Przepraszam, dostałam chwilę temu tę różę, weźmie ją pani ode mnie? Bo niestety, nie idę jeszcze do domu i ona tego nie przetrwa”. Kobieta ode mnie odskoczyła, mąż ją zasłonił ramieniem, spojrzeli na mnie wrogo jakbym kolaborowała z nazistowskimi Niemcami i w szybkim tempie oddalili się. Stałam jak wryta. Z różą w dłoni, wśród zgiełku, częstowana chłodnym spojrzeniem przechodniów, bo przecież po chodniku się idzie, a nie na nim stoi, czułam się jak intruz. Nie sprawdziło się powiedzenie: „Do trzech razy sztuka”. Zrezygnowałam.
Poszłam tam, gdzie chciałam, zrobiłam, co zrobić miałam, tyle że moja róża niestety tego nie przeżyła. Zanim dotarłam do domu, wylądowała w koszu na śmieci. Okrutna śmierć. A jeszcze okrutniejsze uczucie – być niechcianą.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.