Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Na pływanie i rower jest limit – 10 godzin.
Na bieg – 5. W sumie 15 h.

Marzę o tym, by ukończyć zawody w okolicach 13.

Przygotowując się od jesieni do tych zawodów, stwierdzam, że niczego się nie boję poza jednym – zaraz zdradzę czym.
Płynę wolno, ale kocham wodę i, płynąc moim, bądź co bądź, żółwim tempem, się nie męczę. O biegu nie myślę wcale, bo natura wyposażyła mnie w wydolność długodystansowca. Rower natomiast jest największym wyzwaniem, ale nawet tych siedmiu godzin na siodle też się jakoś nie boję. Panicznie się za to boję maluteńkiej dziureczki w dętce, bo to ona właśnie może sprawić, że będę musiała się poddać (a to, umówmy się, nie leży w mojej naturze).
Wiem, że muszę przejść w tym temacie szkolenie, bo jestem zielona jak polskie jabłko w lipcu. Parę dni temu spadł mi pierwszy raz w życiu w kolarzówce łańcuch i najpierw spróbowałam go założyć, brudząc ręce tak bardzo, że jeszcze następnego dnia miałam smar pod paznokciami, potem z niemocy i bezradności poryczałam się jak dziewczę, a na koniec zadzwoniłam do kumpla, który wytłumaczył mi, jak to zrobić – zaczynając od założenia na dłonie woreczków foliowych.
No i sobie poradziłam.
Tak czy siak, nie chciałabym, by z powodu przedziurawionej dętki nie ukończyć zawodów życia. Zawodów, do których przygotowuję się już 7 miesięcy. Zawodów, które wywróciły mój świat i moje życie do góry nogami. Zawodów, które już w tej chwili kosztowały mnie litry potu i wiadro łez. I śmiało mogę powiedzieć, że żadne, nawet najbardziej bolesne przeżycia w ciągu mojej 40-letniej egzystencji na tym padole, nie nauczyły mnie takiej pokory, co właśnie przygotowania do Ironmana.

Nigdy nie przeprowadziłam ze sobą tylu rozmów, nigdy tyle nie spędziłam czasu tylko sama ze sobą. W życiu bym nie pomyślała, że ja – uwielbiająca towarzystwo ludzi, spotkania i imprezy – pokocham samotność. To właśnie treningi do Ironmana nauczyły mnie kontemplowania ciszy i wsłuchiwania się w siebie. Nieprawdopodobne, jak wiele można usłyszeć, gdy przebywa się z samym sobą. Dojrzeć cechy, które się wypierało, przyglądać się jak w lustrze swojej podświadomości, prowadzić polemikę między „ja ambitną” a „ja leniwą”. Wypracować w sobie taką samoświadomość, żeby wiedzieć, kiedy do głosu dochodzi cholerny leń, który jest wrogiem twojej samodyscypliny i tylko czeka, kiedy odpuścisz, by móc jak klakier bić ci brawo za rolę marnego aktorzyny, a kiedy troskliwy przyjaciel podpowiadający, że naprawdę dziś trzeba odpuścić, bo odpoczynek to przecież też element treningu.
Przygotowania do Ironmana to czasem taki ból mięśni, że nie mogę zasnąć. Nie mogę też zasnąć, gdy jestem nakręcona jak dziecko w euforii, gdy np. na zawodach wyjdzie mi pokonanie siebie. Przygotowania do IM to codzienna lekcja cierpliwości, gdy myślę, że dziś na pewno popłynę lepiej niż wtedy, moją stałą rowerową trasę pokonam szybciej niż ostatnio, a na biegu zrobię życiówkę. I co? I g*wno. Bo płynę wolniej, jadę wolniej, biegnę wolniej. „Ale to nic” – mówią mądrzejsi. „Ty masz w tym roku zrobić jedną i tylko jedną życiówkę”.

Jest nią mój Ironman.

Jedni pukają się po głowie, inni się za nią łapią. Wiem, że moja decyzja wywołuje mieszane uczucia. Poza tym, że dobrze biegam, mam jeszcze jedną fajną cechę, w którą wyposażył mnie pan Bozia. Jestem dobrym obserwatorem.
Wiem, kto we mnie wierzy, a kto tylko udaje.
Jedno jest pewne.
Ja nie udaję. Ja naprawdę, pomimo tego, że wiele razy mi nie wychodzi, a wiatr nieprzychylności wieje mi czasem w oczy, bardzo w siebie wierzę.
Wiem, że jestem w stanie to zrobić, podobnie zresztą jak wielu i wiele z Was.

Od życia dostałam w tyłek i myślę, że właśnie dlatego mam mocny łeb.

A nawet jeśli tylko mi się wydaje, że mam, to jedno mam na pewno.

Mam marzenie.
Chcę być kobietą z żelaza.

Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, za 90 dni nią będę.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.