Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.
Wróciłam niedawno z uroczego Sztokholmu. Monumentalna architektura Starego Miasta, zadbane, kolorowe, parusetletnie kamienice wokół Starówki ciągnące się w każdą stronę na kilka kilometrów, ze smakiem wkomponowane w klasyczną zabudowę nowoczesne budynki, do tego szerokie ulice, a wszystko to otoczone skałami, wodnymi kanałami, rzeczkami, morskimi rozlewiskami i połączone wstęgami mostów, które stanowią świetny przykład architektonicznego eklektyzmu – wszystko to sprawia, że lubię ten punkt na mojej mapie świata. Mogę śmiało powiedzieć, że jak na dość mierną orientację w terenie, jestem na tak zaawansowanym etapie znajomości topografii tego miejsca, że na pewno bym się w Sztokholmie nie zgubiła. Byłam w nim więcej razy niż w Warszawie, mam tam bowiem bliskich mojemu sercu, których regularnie odwiedzam. I z taką też samą regularnością za każdym razem, gdy tam jestem, przemierzam biegowe mniejsze ścieżki i większe trasy. 
Gdziekolwiek nie biegam w Polsce, mijając na trasie mi podobnych, pozdrawiam i jestem pozdrawiana. W jaki sposób? Jest tychże sposobów, wbrew pozorom, bardzo wiele. Posyła się uśmiech, a uśmiechów też jest przecież kilka rodzajów. Począwszy od uśmiechu połączonego z głośnym śmiechem, gdy mija się trzeci raz tę samą osobę, przez uśmiech w stylu banana od ucha do ucha, kiedy spotyka się koleżankę/kolegę, po subtelny ruch ust, gdy uśmiecha się nieznajomy, patrzy prosto w oczy i, na dodatek, niczego mu nie brakuje. Są pozdrowienia ręczne. Machanie, kiwanie, przebijanie piątki, pokazanie kciuka w górze albo wyciągnięcie wskazującego i małego palca na znak szatańskich mocy, jakie w nas drzemią z powodu biegania. Raz widziałam nawet na zdjęciu pozdrowienie w postaci uniesienia środkowego palca, ale ja bynajmniej nie doszukuję się w tym geście, a tym bardziej po jego autorze złych intencji… Jest też cały wachlarz pozdrowień werbalnych, np. „Heeej! Kiedy pobiegamy raz……?” – reszty nie słychać. Dlaczego? Nadawca bowiem minął odbiorcę wiadomości, gdyż biegł w tempie 4:30. A, i jeszcze jedno. W świecie biegowych pozdrowień Savoir-vivre nie istnieje. Tu się nie czeka, aż biegacz ukłoni się biegaczce, a młodsza biegaczka starszej. Wszyscy na trasie są równi. Ja preferuję gest ręką oraz, gdy jestem już bardzo zmęczona, pozdrowienia oczami. Wtedy mrugam obiema gałkami jednocześnie. Starzy wyjadacze biegowych ścieżek bez problemu odczytują komunikat i odwzajemniają gest w identyczny sposób. Młodsi nie zawsze zdążą to zarejestrować, ale gdy jest okazja mijać się ponownie, nie omieszkują nadrobić zaległości.
Gdy jeszcze byłam biegowym Forrestem Gumpem i na 15-kilometrowym treningu spotykałam czasem jedną osobę, a było to lat temu 15, nie było tego zwyczaju. Z nieukrywaną zazdrością patrzyłam wówczas na pozdrawiających się zmotoryzowanych właścicieli jednośladów, tirowców czy sterników jachtów. Wszyscy się pozdrawiali. Na szczęście z upływem lat ten zwyczaj pojawił się i wśród biegaczy. Bo to ponad wszelką wątpliwość fajne jest! Socjologowie mają pewnie na to swoje wyjaśnienie, ale dla mnie to swego rodzaju sygnał: „Jesteśmy w jednej drużynie, gramy do jednej bramki, akceptuję Cię, lubię to, co robisz, jesteś taki jak ja, rozumiem Cię”.
Już w ubiegłym roku latem, spędzając miesiąc w Sztokholmie, zauważyłam pewien fenomen. Przemierzyłam po szwedzkich drogach ponad 200 km i nie dostrzegłam tam zwyczaju pozdrawiania, który w naszym kraju praktykowany jest z takim pietyzmem. Ale wtedy nie zwróciło to na tyle mojej uwagi, by się jakoś szczególnie temu przyglądać. Tym razem jednak przeprowadziłam mały eksperyment.
Podczas ostatniego, 22-kilometrowego biegu po wielkiej wyspie, w środku której znajduje się serce stolicy, postanowiłam liczyć mijanych biegaczy. Było ich, bagatela, około 100. A wśród nich biegacze amatorzy i profesjonaliści, sportowcy starzy i młodzi, Szwedzi i przedstawiciele innych narodowości, ładni, brzydcy, chudzi, grubi, odziani w drogie ubrania i rozciągnięte dresy, biegnący parami i w pojedynkę.
I NIKT! Absolutnie nikt się do mnie nie uśmiechnął, nie machnął ręką, nie mrugnął oczami. Nikt. Każdy skupiony był na sobie, nie patrzył w oczy, a jak już spojrzał i dostrzegł mój gest, moje pozdrowienie, był tak zmieszany, że nie miał pomysłu, co zrobić. Na początku byłam nieugięta w postanowieniu nauczenia Szwedów dobrych manier.
Biegnie fajna blondynka. Uśmiecham się do niej, a ona co robi? Nic.
„Nie będę się przejmować jakąś blondynką. Poczekam na kolejnych biegaczy”.
Biegnie para. Wykonuję gest ręką. I co? Nic. Nawet na mnie nie spojrzeli.
Biegnie ociężała czterdziecha. Myślę sobie: „Ta wygląda na normalną”. I co? Gdy próbowałam zwabić ją spojrzeniem, ona odwróciła głowę.
„Ja nie mogę! Co jest grane?!“.
Biegnie dwóch młodych przystojnych mężczyzn. No!
Nie żebym nie wiadomo co, ale głowy przecież nie odwrócę.
Nieśmiało kącikiem ust pokazuję, że tak, tak, właśnie się do was uśmiecham! „Heloł, jesteśmy w jednej drużynie, gramy do jednej bramki!”. I co? I wielkie nic. Minęli mnie obojętnie, jakbym była drzewem.
I gdy tak biegłam, a byłam już niemal na finiszu, snując jednocześnie refleksje na temat sztuki odwzajemniania uśmiechu, zobaczyłam przede mną poruszających się w tę samą stronę dwóch biegaczy. Gadali po szwedzku, gestykulowali i zajmowali całą biegową ścieżkę. Głośno przeprosiłam, bo chciałam bezkolizyjnie ich minąć, a wtedy jeden z nich się odwrócił. I… po raz pierwszy zobaczyłam uśmiechniętego, i to od ucha do ucha, człowieka.
„Bydgoooszcz Triathlooon?” – zawołał, pokazując na moją czapeczkę. Byłam tak zaskoczona, że jedyne, na co było mnie stać, to na odwzajemnienie uśmiechu. A nieznajomy, zostając w tyle, dodał tylko: „Znam i pozdrawiaaaaam!”.
100 uśmiechów za jeden! Od kogo? Od Polaka!Czym jest odwzajemnienie uśmiechu, jeśli nie zwykłym ludzkim gestem, naturalnym odruchem, który wykonujemy bez większego zastanowienia. Bez dopisywania ideologii, bez podtekstów i dwuznaczności. Podobnie odwrotnie, rozdajemy uśmiechy, bo to najprostszy sposób na okazanie sympatii czy zrozumienia.
Lubię biegać wszędzie, a biegałam już w wielu miejscach Europy.
Ale najbardziej lubię biegać tu. W mojej Bydgoszczy. Bo chociaż nawet w połowie nie jest tak „światowym” miastem jak Sztokholm, ale za to mieszkańcami jej są mistrzowie serdeczności, uprzejmości i empatii. W radosnym odruchu wykonują piękny gest akceptacji drugiego człowieka.


Akceptacji mnie.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.